czwartek, 26 maja 2016

Chłopi w wojsku XV wiecznego Śląska


Istnienie powinności wojskowych, mimo że ograniczonych, chłopów w XV wieku nie stanowiło tajemnicy. Jedynym problem jest to iż duża część obciążeń wojskowych nakładana była z wyprzedzeniem i trudno określić w jakim stopniu chłopi nałożone na siebie obciążenia wykonywali w rzeczywistości. Szukając odpowiedzi na to pytanie warto pochylić się nad spisami mobilizacyjnymi pochodzącymi między innymi ze Śląska. Dokumenty te zdają się wskazywać na praktyczny charakter służby wojskowej chłopów, a nie wyłącznie postulatywny z jakim mogliśmy mieć do czynienia w przypadku aktów normatywnych. System jaki wyłania się z owych spisów mobilizacyjnych sugerowałby iż w obronność kraju włączano wszystkie warstwy posiadające, w tym chłopów. Wydaje się iż w przeciwieństwie do rycerstwa nie mieli oni obowiązku powszechnego stawiennictwa w ramach pospolitego ruszenia (przynajmniej w omawianym rejonie i okresie), a na wyprawę wojenną mieli wysłać ściśle określone kontyngenty zbrojnych. Pozostaje pytanie od czego wielkość tego oddziału była uzależniona. Przyjąć należy, że wpływ na ilość zbrojnych wysyłanych na wojnę obronną uzależniony był od dochodów, ilość domostw lub od ilość posiadanej ziemi, co upodobniałoby ten system do późniejszego systemu wybranieckiego. Podobne spisy do tych Śląskich zachowały się z terenów Czech, Niemiec i Austrii.

Najstarszym był spis pochodzący z czeskiego Chebu z 1395 roku. Wyszczególniono na nim aż 133 parafie. Z ich terenów rekrutowano średnio po 9 – 10 zbrojnych, co łącznie dawało 1293 uzbrojonych chłopów. Rok wcześniej wykonano podobne spisy dla samego miasta Chebu. Łącząc wszystkich zmobilizowanych chłopów i mieszczan musiano uzyskiwać znaczne siły.

Następne dwa spisy mobilizacyjne zachowały się, z terenów bezpośrednio ze Śląskiem sąsiadujących – z Górnych Łużyc. Pierwszy datowany dokładnie na rok 1427, drugi był prawdopodobnie współczesny pierwszemu. Spisy te obejmowały 77 wsi znajdujących się w okręgu zgorzeleckim i 3 miejscowości znajdujące się poza nim. Prawdopodobnie zbrojni ze wszystkich wymienionych tam wsi musieli stawić się w Zgorzelcu, gdzie byli rejestrowani i rozpoczynali swoją służbę. Wszystkie miejscowości były w spisie opisane dość dokładnie, przy każdej wymieniano imiennie dowódcę i ilość zbrojnych, których miał prowadzić. Ponadto opisywano z jakim uzbrojeniem i wyposażeniem kombatanci mieli się stawić. Ze względu na braki w tych spisach liczbę zbrojnych można podać wyłącznie w przybliżeniu – wydaje się, że liczba dowódców przekraczała 129, wozów 117, a liczba zbrojnych wynosiła ok. 1950 osób.

Na zjeździe w Strzelinie w 1427 roku podjęto decyzję, na wypadek najazdu husytów i konieczności powszechnej obrony, o mobilizowaniu jednego wozu na 10 mieszczan i chłopów. Ustalono iż każdych czterech mieszkańców miast czy wsi miało wystawić na wojnę piątego. Podobne zasady uchwalono nieco później, ale również w 1427 roku, na zjeździe w Grodkowie, gdzie mobilizować miano jeden wóz na 10 chłopów.

Z terenów Śląska pochodziły dwa spisy, które zostały opisane jako spisy z okręgów Wrocławskiego i Uraskiego i wydatowane zostały na lata 1427-1430 i 1420-1430. Oba spisy prawdopodobnie tworzyły pierwotnie jedną całość. Na obu dokumentach obejmujących podwrocławskie wsie zostały podzielone na swego rodzaju okręgi sąsiedzkie. Czasami łączono w ten sposób miejscowości znacznie od siebie oddalone, które razem miały wystawić określoną liczbę zbrojnych i wozów na wyprawę wojenną. W taką grupę sąsiedzką wchodziły zazwyczaj dwie lub trzy wsie, ale w przypadku osad mniejszych bądź większych mogło być ich mniej lub więcej. W pierwszym dokumencie, określonym jako dystrykt urazki, wymieniono 24 miejscowości podzielone na 9 grup. Miały one razem dostarczyć 30 drabantów (piechurów), 28 koni (czyli najprawdopodobniej jeźdźców z wierzchowcami) i 7 wozów. W drugim dokumencie, obejmującym lewobrzeżny okręg wrocławski, wymieniono 73 wsie, które podzielone zostały na 26 grup. Razem wystawiano 108 drabantów, 100 koni i 25 wozów. Tereny te były dość bogate i gęsto zaludnione, co może tłumaczyć dużą ilość wysyłanych na wojnę konnych, których wyekwipowanie było kosztowne i w związku z tym mniejszą ilość pieszych. Oba okręgi razem wystawiały aż 128 koni, co stanowiło prawie połowę zbrojnych, pieszych na spisach znalazło się łącznie 138, a wozów 32.

Z późniejszego okresu pochodził spis z okręgu strzelińskiego datowany na 1470 rok, który znajdował się w jednym z landbuchów brzeskich zaginionych po 1945 roku. Według XIX wiecznego opracowania w dokumencie tym umieszczono 37 wsi lub ich części, w przypadku wsi podzielonych między różnych właścicieli. Na spisie uwzględniono liczbę mieszkańców wsi oraz liczbę zbrojnych których wystawiano. Wymagania były wysokie, bo trzech chłopów miało wyprawić na wojnę czwartego. Podobnie jak w innych wypadkach jeden wóz miał przypadać na 10 pieszych. Łącznie wszystkie wsie uwzględnione w spisie miały wystawić 142 pieszych i 14 wozów, dołączyć miało do nich 64 jeźdźców, wystawionych przez osoby zobowiązane do służby na sposób rycerski – nie wiadomo jednak w jaki sposób ujęto to w spisie. Miasto Strzelin wystawiało 3 wozy i 40 pieszych. Co dawało w całym okręgu 142 pieszych, 14 wozów i 64 jeźdźców. Warto jednak wspomnieć iż w spisie tym nie uwzględniono wszystkich miejscowości, w tym posiadłości klasztornych.

Kolejny spis dotyczył księstwa żagańskiego, nabytego w 1472 roku przez księcia saskiego Albrechta i jego brata Ernesta. Sam spis składał się z dwóch list, datowanych na 1472 i 1474 rok. W okręgu żagańskim w 26 pozycji spisu uwzględniono 43 jezdnych, 27 wozów i 131 pieszych. W spisie dotyczącym okręgu przewoskiego znajdowały się 23 pozycje, w których wymieniano 32 jeźdźców, 15 wozów oraz 129 pieszych. Miasto Żagań dawało 2 wozy i 20 pieszych, a Przewóz 1 wóz i 6 pieszych. W spisie ujęto również rycerzy, których zobowiązania zamykały się w przedziale 1 – 5 koni, 0 – 2 wozów i 0 – 15 pieszych.

Ostatni rejestr pochodził z 1503 roku i dotyczył księstwa nysko-otmuchowskiego. Dobra te były własnością biskupów wrocławskich. Rejestr kontyngentów chłopskich dołączony został w tym przypadku do spisu osób zobowiązanych do służby konnej. Dokument ten powstał najprawdopodobniej przy okazji przeglądu dokonanego w Nysie 7 VII 1503 roku. Obszar objęty mobilizacją podzielony został na cztery kwartały, dwa w okręgu nyskim i dwa w otmuchowskim. Opisując poszczególne kwartały wymieniano poszczególne wsie, podając liczbę mieszkańców danej osady, a także liczbę wozów i pieszych których mieli oni wystawić. Wszystkie cztery kwartały razem wystawiały 472 pieszych i 48 wozów. Poszczególnie wsie wystawiać miały oddziały składające się zazwyczaj z jednego pawężnika, 3 do 6 strzelców i tyle samo zbrojnych wyposażonych w broń drzewcową. Co ciekawe co piąty mobilizowany wóz miał być kryty plandeką.


Niestety wszystkie spisy nie uwzględniały kwestii koni pociągowych i woźniców, których wystawienie najprawdopodobniej również obciążało zobowiązaną do służby ludność. 

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Zarobki i ceny w późnośredniowiecznej i renesansowej Europie, część I

Artykuł ten ukazał się także na moim prywatnym blogu nikodem.blogspot.com.

W ostatnich latach w polskim ruchu rekonstrukcyjnym sporą uwagę zaczyna przywiązywać się do statusu społecznego odtwarzanej postaci, który w oczywisty sposób rzutuje na to w co ubiera się dana persona czy też co i jakiej jakości posiada. Zasadniczo to na co kto mógł sobie pozwolić widać doskonale np w źródłach ikonograficznych, jednakże tematykę tą można także analizować poprzez dane na temat zarobków poszczególnych grup społecznych i kosztów poszczególnych dóbr. Jako że mam odrobinę wolnego czasu, postanowiłem przejrzeć dostępne mi materiały i przedstawić pewną syntezę w/w danych.

Dla ułatwienia w tekście posługiwać się będę dzisiejszymi, metrycznymi jednostkami miary, a zarobki i ceny dóbr przedstawiać będę w gramach srebra (gAg). Zasadniczo jest to dosyć dobrze oddająca realia jednostka, która jednocześnie ma szereg innych zalet, m.in. ułatwia porównywanie cen w różnych latach (kompensując psucie pieniądza) i pozwala na porównywanie cen w różnych państwach (wymiana walut w średniowieczu jest problematyczna). Przy pewnych obliczeniach przyjęto 250 dni pracujących w roku.

Zarobki

To co w oczywisty sposób determinuje stan posiadania danej osoby są zarobki. Przyjrzyjmy się zatem, jak rozkładają się zarobki poszczególnych grup zawodowych. Analizę rozpocznijmy od zarobków najniższych - robotników niewykwalifikowanych. W tą grupę wliczać będą się wszyscy pracownicy fizycznie, którzy wykonują najprostsze zadania - np. tragarze, robotnicy budowlani. Na poniższych wykresach umieściłem dane dotyczące dziennych zarobków robotników budowlanych w czterech dużych miastach Europy - Londynie, Sztrasburgu, Krakowie i Florencji.
Rys. 1. Zarobki robotników budowlanych w XIV - XVI wieku w Europie.
W przypadku robotników o wyższych kwalifikacjach zarobki były, oczywiście, istotnie wyższe, jednak różnica nie jest taka ogromna. Na przykład w Lyonie w XVI wieku, porównanie wygląda następująco:
Rys.2. Porównanie zarobków mistrza murarskiego i niewykwalifikowanego robotnika w XVI wieku w Lyonie. 
Przedstawiona powyżej średnia nie jest daleka od prawdy w całej Europie. Na przykład w 1420 roku w Krakowie stolarz zarabiał ok. 4,52 gAg/dzień, a jego pomocnik 3, 41. W II połowie XVI wieku i w XVII wieku stosunek ten powoli zwiększa się i przekracza dwa, jednak są to już czasy daleko poza zakresem zainteresowań tego artykułu.

Jak ma się sprawa z bardziej wykwalifikowanymi pracownikami? Przyjrzyjmy się danym m.in. Lubeki (do której kilkukrotnie jeszcze wrócimy, ponieważ zachowało się bardzo dużo danych z tego miasta nt. ekonomii). Kusznik (wytwórca kusz) zarabiał od 2,67 gAg/dzień w XIV wieku do 3,56 gAg/dzień w XV wieku. Rusznikarz od 4,45 gAg/dzień w XV wieku do nawet ponad 13 gAg/dzień w XVI wieku. Sekretarz sądowy w 1485 i 1486 roku zarabiał 10 gAg/dzień. XV i XVI wieczny lekarz wykazywał przychody od 6,68 gAg/dzień do ok. 13 gAg/dzień. Ludzie jeszcze bogatsi, na przykład młynarz, zarabiali odpowiednio więcej - ponad 22 gAg/dzień (1452 rok). Na podobne zarobki w XV wieku mogli liczyć także niektórzy urzędnicy, na przykład inspektor w mennicy (?).

Dla wielu osób w środowisku rekonstruktorskim niezwykle cenną informacja mogą też być zarobki żołnierzy. W 1447 roku najemnik za dzień swojej służby otrzymywał od 4,5 do niemalże 5 gAg,  a w połowie XVI wieku już od ok. 9 do prawie 12 gAg/dzień. Oczywiście mowa tutaj o szeregowych - wyżsi szarżą żołnierze, na przykład kapitan straży konnej, mógł liczyć na zarobki od 6,7 gAg/dzień (w XIV wieku) poprzez 15,6 gAg/dzień (ok połowy XV wieku) do 60 gAg/dzień (pod koniec XV wieku).

Osobną grupą są chyba najbiedniejsi ze wszystkich: robotnicy rolni i rolnicy. Dane dla tych grup są bardzo skąpe, głównie z uwagi na to, że rolnicy hodowali towary często dla siebie, prowadzili handel wymienny i nie mieli styku z pieniądzem aż tak często jak mieszkańcy miast. Udało mi się odnaleźć informacje dla zbieraczy winogron z Wiednia oraz pracowników rolnych z Monachium. Dane ich dotyczące za XV i XVI wiek zawarte są na poniższym wykresie.
Rys. 3. Zarobki robotników rolnych
Zbieracze winogron nie zarabiali tak źle, średnio 2,33 gAg/dzień. Robotnicy rolni natomiast 1,45 gAg/dzień - najmniej ze wszystkich przedstawionych tutaj grup.

Podsumowując, zarobki rozpatrywanych grup w XV wieku rozkładają się od 1,45 gAg/dzień do ponad 60 gAg/dzień. Najmniej zarabiają oczywiście niewykwalifikowani robotnicy, jest to przedział od 1,45 do 3,88 gAg/dzień. Dalej za nimi lokują się wykwalifikowani robotnicy (murarze, cieśle, stolarze) oraz rzemieślnicy z zarobkami do ok 5 gAg/dzień. Na takie zarobki liczyć mogli także żołnierze najniższego stopnia. Przedział od 5 do 10 gAg/dzień to już niżsi urzędnicy, lekarze etc. Powyżej 10 gAg/dzień zarabiali właściciele np. młynów (o innych przybytkach nie znalazłem informacji).

Dla uproszczenia dalszych analiz przyjmijmy więc 3 grupy: najbiedniejszych - od 1,5 do 4 gAg/dzień, średniozamożnych - od 4 do 10 gAg/dzień i bogatszych mieszczan - powyżej 10 gAg/dzień (do ilu nie wiem i ciężko mi to zdefiniować).

Zapamiętajmy teraz powyższe wyliczenia, szczególnie te dla Lubeki, gdyż na przykładzie dokumentów z tego miasta prześledzimy ceny. Jest ono stosunkowo miarodajne z uwagi na swoją wielkość; zasadniczo koszty życia i zarobki w największych miastach (por rys.1) są większe - tak jak teraz.

Koszty życia

Analizę kosztów życia rozpocząć trzeba od rozpatrzenia kosztów jedzenia. Dla uproszczenia, jak pisałem powyżej, skupimy się na cenach w Lubece (przy korzystaniu z innych źródeł będę ostrzegał). Analizę rozpocznijmy od przyjrzenia się kosztom zboża w XIV - XVI wieku.
Rys. 4. Rozkład cen zboża w XIV, XV i XVI wieku w płn. Niemczech.
Jeśli przeliczymy teraz litry na kilogramy, a następnie na kalorie dla każdego ze zbóż otrzymujemy:

Tab.1. Średnie ceny 100 kcal w XIV - XVI wieku z podziałem na źródło kalorii (zboże)
wiekowies (gAg/100 kcal)żyto (gAg/100 kcal)pszenica (gAg/100 kcal)
XVI0,025860,032760,0429
XV0,010750,015250,01945
XIV0,004390,007

Efektywnie więc, jeśli o wykarmienie się idzie różnice pomiędzy najtańszym (owies) a najdroższym (pszenica) zbożem były dosyć istotne - niemalże dwukrotne. Jeśli takich zbożowych kalorii chcemy przyjąć teraz, powiedzmy 3000 dziennie, to daje nam (w XV wieku) od 0,323 do 0,584 gAg/dzień. No ale samo zboże, nieważne jak przetworzone, to gorzej niż źle. Zjedzmy sobie może do tego jajeczko. Jak kształtowały się ceny jaj w Antwerpii pokazuje rysunek 5.
Rys. 5. Rozkład cen jaj w Antwerpii w XIV - XVI wieku.
Załóżmy że codziennie zjadać będziemy dwa jajka (co nie jest dalekie od rozsądku, biorąc pod uwagę ich wielkość - jajka średniowieczne były najpewniej istotnie mniejsze od dzisiejszych) - daje nam to (w XV wieku) wydatek równy 0,134 gAg/dzień. Pozostając jeszcze w Antwerpii zakupmy tutaj jeszcze groch, ser i mięso:
Rys. 6. Rozkład cen grochu, sera i wołowiny w Antwerpii w XIV - XVI wieku.
Zakładając, że kupujemy (na dzień) 0,5 l grochu (w XV wieku) wydamy na to warzywo 0,128 gAg/dzień. Do tego dorzućmy 50 g sera - 0,041 gAg/dzień - oraz 100 g mięsa wołowego  - 0,183 gAg/dzień. W średniowieczu występowało około 200 dni postnych w całym roku, więc bardzo często będziemy zmuszeni zastąpić naszą wołowinkę np. rybą jeśli mamy ochotę na coś żywego, Wróćmy do Lubeki, gdzie zakupić możemy wiele gatunków ryb: dorsza, śledzia czy molwę. Litr tego pierwszego 6,286 gAg, a drugiego 11,880 gAg. Litr ponieważ ryby kupowało się na beczki (i jednostki pochodne). Jeśli zatem  w dzień postny zrezygnujemy z jajek, sera  oraz mięsa to nadal ryba może pozostawać poza naszym zasięgiem finansowym. Ot, post.

Skoro już pojedliśmy, to teraz można to czymś popić. Najlepiej piwem - jest zdrowe i tanie. W XV wieku cena piwa w Lubece kształtowały się następująco:
Rys. 7. Rozkład cen piwa w XV wieku w Lubece.
Litr zwykłego, lokalnego piwa kosztował średnio 0,3 gAg. Aby wypić takiego piwa ok 2..3 litrów dziennie zainwestować musimy prawie 1 gAg/dzień, ale jeśli kupujemy najtańsze piwko, jakie pokazuje rozkład, to wydatek ten może się zmniejszyć już do ok. 0,4 gAg/dzień.

Podsumowując zatem nasze minimalistyczne XV wieczne menu: kupiliśmy ok 1,5 l zboża, dwa jajka, 0,5 l grochu, 50 g sera i 100 g wołowiny. Całość takiej diety kosztować nas będzie ok 0,81 gAg/dzień (pomijając dni postne). Do tego doliczyć trzeba koszty napojów (jeśli nie wytwarzamy ich sami w domu). Oczywiście, oprócz kupowania pokarmów, możemy częściowo samodzielne je wytwarzać - trzymać kury, hodować warzywa etc. Jakkolwiek nie będzie to podstawą naszej diety to pozwoli ją urozmaicić i uczynić ciekawszą.

W kolejnej części artykułu postaram się omówić kolejne wydatki, jakie mogą czekać naszą niezbyt bogatą postać w XV wieku. A póki co - jeśli macie jakieś komentarze, sugestie bądź pytania (na przykład o koszty jakichś innych produktów spożywczych) pozostawiajcie je w komentarzach - postaram się uzupełnić artykuł według sugestii i w miarę możliwości odpowiedzieć na Wasze pytania.

czwartek, 31 marca 2016

Anatomia kaletki

Zastanawialiście się kiedyś jak to było z kaletkami w epoce? Dziś oczywiste jest, że gdzieś trzeba schować telefon, paczkę fajek, klucze do auta i portfel. W średniowieczu ten zestaw drobnych artefaktów nie istniał (może z wyjątkiem portfela). Dziś postaram się uporządkować kwestię kaletek i ich miejsce w obecnym światku rekonstruktorów. A może to coś da...

Co w zasadzie rozumieć pod pojęciem kaletka? Kaletka to torebka skórzana, niewielkich rozmiarów, zaopatrzona szlufką lub dwiema, zawieszona u paska. Służyła do przechowywania przedmiotów osobistych.

Zacznijmy od tego co wiemy wszyscy. Gdzieś powyższy inwentarz podręczny trzeba schować. Gdzieś gdzie nie dostanie się ręka potencjalnego złodzieja. Nawet nie dla bezpieczeństwa faktycznego, ale dla świętego spokoju. Można byłoby zostawić w namiocie; telefon wyłączyć żeby choć na 2-3 dni oderwać się od rzeczywistości, pozostaje niepokój przed włamaniem do namiotu. Odczuwam niedobór skrzyń w rekonstrukcji, nawet niewielkich skrzynek, np. przykutych do masztu namiotu łańcuchem. Ale jeszcze większy niedobór sprawia mi brak kłódek w rekonstrukcji. Archeologia pokazuje ich wiele. Jestem prawie pewien, że więcej niż kaletek.

Co mówią na ten temat źródła? Nawet pobieżne prześledzenie ikonografii daje łatwo zauważyć że obecność kaletki nie jest normą. Oczywiście pod warunkiem że nie przeglądamy średniowiecznej sztuki pod kątem przeglądu kaletek. Częściowo może to wynikać z orientacji postaci w kadrze (kaletka schowana pod płaszczem, szatą wierzchnią / zasłonięta inną postacią albo obiektem), ale nawet ten fakt nie pozostawia wątpliwości: kaletek wiele nie ma. Można oczywiście spekulować na temat kaletek ukrytych pod strojem, ale ja wolę opierać się na faktach jak na domysłach: kaletki nie występują jakoś bardzo często. Zaobserwowałem, że frekwencja kaletek zwiększa się z upływem czasu, pod koniec XVw. jest ich już całkiem sporo. Niestety nie kojarzę konkretnych badań na obszarze występowania kaletek w ikonografii późnego średniowiecza; trochę na wyczucie ocenię częstotliwość ich występowania: 1 kaletka na zirka 20 postaci.

Przejdźmy do archeologii. Oczywiście są znaleziska luźne, jest biblia Goubitza na ten temat. Jednak, prawdę powiedziawszy, nie zauważyłem żeby ktoś zestawiał występowanie kaletek np. z butami. Buty zachowują się w glebie podobnie jak kaletki, co wynika z tworzywa z jakiego są wykonane. Tak więc można przejrzeć relację ilości znalezisk kaletek i znalezisk butów w tych samych miejscach (co wynika z warunków glebowych). Wywrot-Wyszkowska podaje zestawienie znalezisk fragmentów butów i toreb/sakiewek. Zidentyfikowano w Kołobrzegu 13871 fragmentów obuwia, podczas gdy toreb/sakiewek zaledwie 37, tj. 0.002 pierwszej wartości. Nawet jeśli przyjąć że połowa fragmentów obuwia to zużyte odpady, że kaletki zużywają się wolniej, że buty występowały parami a kaletki sztukami, otrzymamy optymistycznie relację kaletek do butów jak 1:100. Podobnej relacji oczekiwałbym w innych miastach, w których opracowano znaleziska skórzane. Z czego może wynikać taki niedobór kaletek?

Spróbujmy opracować potencjalną zawartość takiej kaletki w epoce. To jest, co wymuszało zakup kaletki w epoce. Na tforum.info toczyła się na ten temat debata, nie są to więc moje wymysły z kosmosu; tzn. nie tylko ja się nad tym zastanawiam. Wśród pomysłów rekonstruktorów ze wschodu pojawiły się:
klucze, pieniądze, różaniec, zestaw do higieny osobistej, okulary, kości do gry, chustka, grzebień, coś do pisania (tabliczki woskowe + stylus), biblia kieszonkowa, lusterko, pieczęć, krzesiwo i hubka, igielnik, nożyk, łyżka, sygnety, relikwie, kamień probierczy, karty do gry. Razem 20 potencjalnych obiektów.
Od siebie dodam osełkę do noża; we wczesnym średniowieczu były bardzo powszechne, później mogły się schować do kaletki. Oczywiście lwia część tych przedmiotów dotyczy osób (w jakimś średniowiecznym rozumieniu tego słowa) wykształconych. Tabliczki woskowe, biblia, lusterko, pieczęć, sygnety, relikwie czy kamień probierczy to na swój sposób obiekty elitarne - nie korzystał z tego przeciętny Jaś. Niektórych obiektów, jak grzebień, kości do gry, krzesiwo, igielnik, karty do gry - nie było konieczności przechowywania przy sobie, albo nie były używane przez każdego "obywatela". Co z kolei wynika z powyższego?

A może kaletkę łączy jakiś związek z profesją? Kto w epoce musiał nosić kaletkę? Czy była ona niezbędna rzeźnikowi albo pasterzowi? Moim zdaniem istnieje szereg zawodów, których reprezentanci mogli nosić kaletki, z uwagi na:
1. pracę niestacjonarną, która wymaga noszenia przy sobie narzędzi do jej realizacji
2. dużą ilość drobnych akcesoriów powiązanych z zawodem
Moim zdaniem takimi zawodami są: jubiler, kupiec, żołnierz, pisarz, krawiec, klucznik. W komentarzach mile widziane inne pomysły.

Mam ale nie używam? Taki wariant także woła o rozważenie. Czy kaletka musiała być używana w każdej sytuacji? Tłumaczyłoby to ich niedobór w ikonografii, ale nie w archeologii. Oczywiście mogły się nie zachować, nie zostać zdeponowane w warstwie kulturowej, etc. Kontekst używania kaletki wymagałby opracowania oddzielnych sytuacji dla każdej grupy zawodowej albo nawet zawodu, i byłyby to bardziej spekulacje jak sensowne wnioski. Przytoczę sytuację użytkowania kaletek przez żołnierzy w czasie wyprawy zbrojnej - sytuacja ta nie jest porównywalna z wyjściem kupca na targ, choć na pierwszy rzut oka są to podobne okoliczności. Kaletki nie musiały być stałym obiektem na pasku - tłumaczy to choćby konstrukcja większości znalezisk tego typu, pozwalająca na swobodne zsunięcie kaletki z paska i równie łatwe umieszczenie jej na pasku.

W powyższych rozważaniach nie wziąłem pod uwagę jeszcze jednej kwestii. Społeczeństwo zasadniczo dzieli się na dwie płcie, mniej więcej w równej ilości. Tak więc połowa znalezisk obuwia przywiązana jest do kobiet, które w patriarchalnym społeczeństwie europejskiego średniowiecza nie odgrywały roli handlowców, pisarzy, żołnierzy, etc., a przynajmniej nie było to zjawiskiem powszechnym. Przekłada się to na występowanie kaletek u kobiet w ikonografii; zdecydowanie trudniej znaleźć je u kobiet niż u mężczyzn. Nie przywiązywałbym także wspomnianej funkcji do dzieci. Rzuca to nieco optymizmu na przytoczoną powyżej relację znalezisk butów do kaletek 1:100. Pamiętajmy jednak że to nadal szacunek optymistyczny. Może niekoniecznie chciałbym przez to powiedzieć, że kaletki są złe i trzeba się ich pozbywać. Mowa raczej o bardziej rozmyślnym ich użytkowaniu: kiedy idę na targ, wkładam na pasek kaletkę, bo w czymś trzeba zabrać kasę i kości do przerżnięcia reszty środków w karczmie. Kiedy hasam w bieliźnie po przydomowym ogródku, może kaletka nie jest mi niezbędna?

Co jeśli nie kaletka? Na początku przygody z rekonstrukcją dość często widywałem proste sakiewki ze złożonego prostokąta bądź z rury z okrągłym dnem. W obecnej reko niemal zanikły. Nie brakuje ich w materiale archeologicznym (przynajmniej tych pierwszych), także w materiale późnego średniowiecza.

wtorek, 23 lutego 2016

Pielgrzymka do Visby, sierpień 2016

Organizujemy grupowy wyjazd na Bitwę pod Wisby w sierpniu 2016 r.


Impreza odbywa się w ramach medeltidsveckan (tydzień średniowieczny) na Gotlandii w dniach 7-14 sierpnia.

Wyjazd nie jest imprezą zamkniętą na zaproszenia. Liczymy na zainteresowanie środowiska i składkę na wspólny wyjazd. Poza tym chętnie zintegrujemy się z szerszym gronem rekonstruktorów. Taktycznie lepiej zorganizować wspólny wyjazd autokarem niż oddzielne wyjazdy autami, choćby z uwagi na cenę. Prom przewiezie autokar za darmo z uwagi na zniżkę grupową; za przewóz samochodu osobowego trzeba zapłacić.

Z góry informuję, że wyjazdu nie obejmują nasze projektowe wytyczne stroju i uzbrojenia, musimy podporządkować się pod wytyczne organizatorów. Szpej będzie weryfikowany pod względem wytycznych BoW. W związku z tym zgłoszenia i ewentualne pytania przesyłajcie na maila: projektvolk@gmail.com . W zgłoszeniu niezbędne będą informacje:
1. Imię i nazwisko
2. Nazwa grupy/miejscowość (jeśli wolny strzelec)
3. Telefon i mail kontaktowy
4. Namiot (typ, kolor, wymiary + mile widziane zdjęcie)
5. Zdjęcie w stroju i zdjęcie w uzbrojeniu (jeśli wybierasz się zbrojnie)
6. Aktualny nr paszportu i ubezpieczenia

Przewidujemy wynajem autokaru, na chwilę obecną mamy ok 20 wolnych miejsc. Cena powinna zmieścić się w przedziale 650-800zł za osobę. Cena obejmuje wynajem autokaru do Szwecji i z powrotem (ostateczna trasa będzie opracowana po zebraniu listy min. 25 chętnych), opłaty postojowe oraz 4 przeprawy promowe. Żeby nie napinać domowych budżetów, opłatę rozbijamy na 2 transze. Do końca marca zbieramy zaliczki w wysokości połowy ceny biletu, do końca czerwca resztę.

Wydarzenie na facebooku
Osoby kontaktowe na facebooku:
Remigiusz Towalski

Iakza de Marienwerder

niedziela, 8 listopada 2015

Czerpak

Wygląda na to, że dawno nic tu nie było. Za dużo pracy. Przepraszam za ciszę w eterze. Sezon się skończył... stop! Sezon nigdy się nie kończy. Pracy zawodowej, rekonstrukcyjnej, badawczej – po uszy. Dziś muzyczny akcent. Fidel elbląska. Czerpak w tytule był dla zmyły.

Od jesieni 2014 planuję a od ostatniego lata dłubię instrument, którym wypadałoby się pochwalić. Dlaczego właśnie tu? Ano, bo jest bardzo plebejski. Oryginał datowany na XIV wiek znaleziono w Elblągu. Tam też można go zobaczyć*. W czerwcu obejrzeliśmy z Martyną oryginał na żywo. Zgadza się to z przesłankami z internetów - instrument jest zaskakująco mały, zaledwie 33cm długości. Dopóki nie powstała replika, chodziła mi po głowie wersja że to instrument dla dziecka lub nastolatka (a może dla karła?), który uczył się grać. Też możliwe. 
Z uwagi na brak warunków warsztatowych do ciosania drewna, wstępna obróbka przypadła na Grunwald.

Kilka słów o oryginale. Wykonany był z lipy, nie wykazuje znamion szczególnie wykwalifikowanego rzemiosła lutniczego (moja wersja mam nadzieję – też nie. Nigdy wcześniej nic podobnego nie robiłem). Prawdopodobnie fidel wystrugała osoba, która na niej grała. Wątpliwości wzbudza sama nazwa. Mi osobiście bardziej przypomina to rebek; możliwe, że zabytek to forma pośrednia. Albo forma luźno nawiązująca do kanonów muzyki dworskiej, wykonana przez amatora - miejscowego zręcznego chłopa, który widział rzeźbę anioła grającego na rebeku w kościele albo wędrowną kapelę.

Najwięcej trudności z wyborem sprawiły mi struny. Wg traktatów o muzyce z epoki powinny być wykonane ze ścięgien. Dostępne w sklepach muzycznych tradycyjne struny do skrzypiec (nowożytne) są wykonane z jelit. Ja do strun zastosowałem końskie włosie. Rozwiązanie znane jest z etnografii skandynawskiej i inflanckiej XIX wieku, co dość dobrze współgra z chłopskim charakterem znaleziska.

Strunociąg wykonałem z poroża łosia, kołki i mostek z jesionu, smyczek z leszczyny. Płyta rezonansowa klejona. Pierwszy etap obróbki odbywał się za pomocą siekiery. Darty, lipowy kloc rozszczepiłem na odpowiedniej wielkości polana i wstępnie obciosałem siekierą. Pudło rezonansowe drążone było łukowatym dłutem. Pierwotnie obserwatorzy myśleli, że strugamy chochlę albo czerpak. Faktycznie, czerpak to nawet przypominało. Po zamknięciu łychy czerpaka przez płytę rezonansową i montaż instalacji napinającej struny zamieniło się nagle w instrument.


Opanowanie kilku utworów na akceptowalnym poziomie zajmie nieco czasu, na razie mogę zapewnić że instrument działa. W ramach jakiejś aktualizacji w [mam nadzieję] niedalekiej przyszłości załączę do wpisu wideo z próbką dźwięku.

Specjalne podziękowania dla:
Roberta Wenty za wydrążenie pudła rezonansowego
Autorów bloga „Stare Miasto Elbląg” za opublikowanie dobrego zdjęcia, które do wszystkiego zainspirowało
_______________________
*Swoją drogą z tego miejsca bardzo polecam rzeczoną wystawę. Jakość na światowym poziomie, tylko trochę mała. Obserwator czuje niedosyt. OK, trochę ponarzekałem. Musiałem.

sobota, 15 sierpnia 2015

Volkfest, 6-9 VIII 2015

Druga edycja Volkfestu już za nami. Było gorąco, ale doborowe towarzystwo zrekompensowało to w 100%. Pogoda nie dopisała - upał 36-40 stopni to jednak trochę za wiele. Ale czego tu się spodziewać na początku sierpnia...

Okolica malownicza, równinne krajobrazy środkowej Polski nieopodal Kłodawy. Klimat, z uwagi na temperaturę, nieco grunwaldowy - a'la fajrant po żniwach, ale bez turystów. Poza tym, jeśli już szyje się bieliznę z lnu ręcznie tkanego, wypada to eksponować, od czasu do czasu.

Osiągnięcia:
* 100% namiotów z szarego lnu.
* 100% ręcznie szytych ciuchów z bezwzględną dominacją splotu skośnego
* co najmniej 7 kompletów bielizny z lnianego samodziału
* 3 elementy ubioru farbowane roślinnie na kolor inny niż naturalne kolory wełny. reszta w naturalnych kolorach wełny. Wychodzi jakieś 4-5% ogólnego stanu ciucha - farbowane, reszta surowa
* impreza cywilna, bez udziału bloku zbrojnego.
* 0% ceramiki cepeliowej, sama reko. Niestety często wzory naczyń powielały sie bo ludzie kupują od Fuschera z oferty a on ofertę poszerza o nowe zrobione wzory.
* minimalne zamienienie aktywności zbrojnych rozrywkami cywilnymi. Wymaga to jeszcze dopracowania, żeby nie było to minimum zajęć, a żeby było z czego wybierać.

Wszystkim, którzy przyjechali, jeszcze raz dziękuję za obecność. Mam nadzieję, że się podobało i przyszła edycja będzie zlotem, który nagromadzi w jednym miejscu jeszcze więcej zajebistych ludzi i dobrej reko.

Tradycyjnie już, kilka zdjęć.









zdjęcia: Kasia Filarska,
zdjęcia analogowe: Lutobor

piątek, 26 czerwca 2015

100 000 odwiedzin

Kolejny kamień milowy za nami. Licznik odwiedzin wybił 100 000 wejść.
Dziękujemy, że zaglądacie do nas.

Muszę przyznać, że przez dłuższy czas mnie tu nie było. Czytelników przepraszam za dłuższą ciszę. Sprawy zawodowe nie cierpią zwłoki, a ostatnio miałem ich aż nadto. Nawet prywatne szycie przed sezonem (a raczej na jego początku) musiałem odłożyć na bok. Obiecuję poprawę.

Co nowego w Projekcie? Pracujemy równolegle nad kilkoma operacjami, które usprawnią działalność organizacji i przyczynią się do wkładu PV w świat rekonstrukcji. Permanentnie pracujemy nad dokręcaniem sobie śruby, co owocuje cetnarami nowego szpeju w naszych szafach.

Osoby zainteresowane działalnością Projektu zapraszamy do odwiedzenia nas w obozie Chorągwi Komturstwa i Miasta Gdańska na Grunwaldzie.

Na dniach wpis o pewnym specyficznym typie kaptura.