poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Zarobki i ceny w późnośredniowiecznej i renesansowej Europie, część I

Artykuł ten ukazał się także na moim prywatnym blogu nikodem.blogspot.com.

W ostatnich latach w polskim ruchu rekonstrukcyjnym sporą uwagę zaczyna przywiązywać się do statusu społecznego odtwarzanej postaci, który w oczywisty sposób rzutuje na to w co ubiera się dana persona czy też co i jakiej jakości posiada. Zasadniczo to na co kto mógł sobie pozwolić widać doskonale np w źródłach ikonograficznych, jednakże tematykę tą można także analizować poprzez dane na temat zarobków poszczególnych grup społecznych i kosztów poszczególnych dóbr. Jako że mam odrobinę wolnego czasu, postanowiłem przejrzeć dostępne mi materiały i przedstawić pewną syntezę w/w danych.

Dla ułatwienia w tekście posługiwać się będę dzisiejszymi, metrycznymi jednostkami miary, a zarobki i ceny dóbr przedstawiać będę w gramach srebra (gAg). Zasadniczo jest to dosyć dobrze oddająca realia jednostka, która jednocześnie ma szereg innych zalet, m.in. ułatwia porównywanie cen w różnych latach (kompensując psucie pieniądza) i pozwala na porównywanie cen w różnych państwach (wymiana walut w średniowieczu jest problematyczna). Przy pewnych obliczeniach przyjęto 250 dni pracujących w roku.

Zarobki

To co w oczywisty sposób determinuje stan posiadania danej osoby są zarobki. Przyjrzyjmy się zatem, jak rozkładają się zarobki poszczególnych grup zawodowych. Analizę rozpocznijmy od zarobków najniższych - robotników niewykwalifikowanych. W tą grupę wliczać będą się wszyscy pracownicy fizycznie, którzy wykonują najprostsze zadania - np. tragarze, robotnicy budowlani. Na poniższych wykresach umieściłem dane dotyczące dziennych zarobków robotników budowlanych w czterech dużych miastach Europy - Londynie, Sztrasburgu, Krakowie i Florencji.
Rys. 1. Zarobki robotników budowlanych w XIV - XVI wieku w Europie.
W przypadku robotników o wyższych kwalifikacjach zarobki były, oczywiście, istotnie wyższe, jednak różnica nie jest taka ogromna. Na przykład w Lyonie w XVI wieku, porównanie wygląda następująco:
Rys.2. Porównanie zarobków mistrza murarskiego i niewykwalifikowanego robotnika w XVI wieku w Lyonie. 
Przedstawiona powyżej średnia nie jest daleka od prawdy w całej Europie. Na przykład w 1420 roku w Krakowie stolarz zarabiał ok. 4,52 gAg/dzień, a jego pomocnik 3, 41. W II połowie XVI wieku i w XVII wieku stosunek ten powoli zwiększa się i przekracza dwa, jednak są to już czasy daleko poza zakresem zainteresowań tego artykułu.

Jak ma się sprawa z bardziej wykwalifikowanymi pracownikami? Przyjrzyjmy się danym m.in. Lubeki (do której kilkukrotnie jeszcze wrócimy, ponieważ zachowało się bardzo dużo danych z tego miasta nt. ekonomii). Kusznik (wytwórca kusz) zarabiał od 2,67 gAg/dzień w XIV wieku do 3,56 gAg/dzień w XV wieku. Rusznikarz od 4,45 gAg/dzień w XV wieku do nawet ponad 13 gAg/dzień w XVI wieku. Sekretarz sądowy w 1485 i 1486 roku zarabiał 10 gAg/dzień. XV i XVI wieczny lekarz wykazywał przychody od 6,68 gAg/dzień do ok. 13 gAg/dzień. Ludzie jeszcze bogatsi, na przykład młynarz, zarabiali odpowiednio więcej - ponad 22 gAg/dzień (1452 rok). Na podobne zarobki w XV wieku mogli liczyć także niektórzy urzędnicy, na przykład inspektor w mennicy (?).

Dla wielu osób w środowisku rekonstruktorskim niezwykle cenną informacja mogą też być zarobki żołnierzy. W 1447 roku najemnik za dzień swojej służby otrzymywał od 4,5 do niemalże 5 gAg,  a w połowie XVI wieku już od ok. 9 do prawie 12 gAg/dzień. Oczywiście mowa tutaj o szeregowych - wyżsi szarżą żołnierze, na przykład kapitan straży konnej, mógł liczyć na zarobki od 6,7 gAg/dzień (w XIV wieku) poprzez 15,6 gAg/dzień (ok połowy XV wieku) do 60 gAg/dzień (pod koniec XV wieku).

Osobną grupą są chyba najbiedniejsi ze wszystkich: robotnicy rolni i rolnicy. Dane dla tych grup są bardzo skąpe, głównie z uwagi na to, że rolnicy hodowali towary często dla siebie, prowadzili handel wymienny i nie mieli styku z pieniądzem aż tak często jak mieszkańcy miast. Udało mi się odnaleźć informacje dla zbieraczy winogron z Wiednia oraz pracowników rolnych z Monachium. Dane ich dotyczące za XV i XVI wiek zawarte są na poniższym wykresie.
Rys. 3. Zarobki robotników rolnych
Zbieracze winogron nie zarabiali tak źle, średnio 2,33 gAg/dzień. Robotnicy rolni natomiast 1,45 gAg/dzień - najmniej ze wszystkich przedstawionych tutaj grup.

Podsumowując, zarobki rozpatrywanych grup w XV wieku rozkładają się od 1,45 gAg/dzień do ponad 60 gAg/dzień. Najmniej zarabiają oczywiście niewykwalifikowani robotnicy, jest to przedział od 1,45 do 3,88 gAg/dzień. Dalej za nimi lokują się wykwalifikowani robotnicy (murarze, cieśle, stolarze) oraz rzemieślnicy z zarobkami do ok 5 gAg/dzień. Na takie zarobki liczyć mogli także żołnierze najniższego stopnia. Przedział od 5 do 10 gAg/dzień to już niżsi urzędnicy, lekarze etc. Powyżej 10 gAg/dzień zarabiali właściciele np. młynów (o innych przybytkach nie znalazłem informacji).

Dla uproszczenia dalszych analiz przyjmijmy więc 3 grupy: najbiedniejszych - od 1,5 do 4 gAg/dzień, średniozamożnych - od 4 do 10 gAg/dzień i bogatszych mieszczan - powyżej 10 gAg/dzień (do ilu nie wiem i ciężko mi to zdefiniować).

Zapamiętajmy teraz powyższe wyliczenia, szczególnie te dla Lubeki, gdyż na przykładzie dokumentów z tego miasta prześledzimy ceny. Jest ono stosunkowo miarodajne z uwagi na swoją wielkość; zasadniczo koszty życia i zarobki w największych miastach (por rys.1) są większe - tak jak teraz.

Koszty życia

Analizę kosztów życia rozpocząć trzeba od rozpatrzenia kosztów jedzenia. Dla uproszczenia, jak pisałem powyżej, skupimy się na cenach w Lubece (przy korzystaniu z innych źródeł będę ostrzegał). Analizę rozpocznijmy od przyjrzenia się kosztom zboża w XIV - XVI wieku.
Rys. 4. Rozkład cen zboża w XIV, XV i XVI wieku w płn. Niemczech.
Jeśli przeliczymy teraz litry na kilogramy, a następnie na kalorie dla każdego ze zbóż otrzymujemy:

Tab.1. Średnie ceny 100 kcal w XIV - XVI wieku z podziałem na źródło kalorii (zboże)
wiekowies (gAg/100 kcal)żyto (gAg/100 kcal)pszenica (gAg/100 kcal)
XVI0,025860,032760,0429
XV0,010750,015250,01945
XIV0,004390,007

Efektywnie więc, jeśli o wykarmienie się idzie różnice pomiędzy najtańszym (owies) a najdroższym (pszenica) zbożem były dosyć istotne - niemalże dwukrotne. Jeśli takich zbożowych kalorii chcemy przyjąć teraz, powiedzmy 3000 dziennie, to daje nam (w XV wieku) od 0,323 do 0,584 gAg/dzień. No ale samo zboże, nieważne jak przetworzone, to gorzej niż źle. Zjedzmy sobie może do tego jajeczko. Jak kształtowały się ceny jaj w Antwerpii pokazuje rysunek 5.
Rys. 5. Rozkład cen jaj w Antwerpii w XIV - XVI wieku.
Załóżmy że codziennie zjadać będziemy dwa jajka (co nie jest dalekie od rozsądku, biorąc pod uwagę ich wielkość - jajka średniowieczne były najpewniej istotnie mniejsze od dzisiejszych) - daje nam to (w XV wieku) wydatek równy 0,134 gAg/dzień. Pozostając jeszcze w Antwerpii zakupmy tutaj jeszcze groch, ser i mięso:
Rys. 6. Rozkład cen grochu, sera i wołowiny w Antwerpii w XIV - XVI wieku.
Zakładając, że kupujemy (na dzień) 0,5 l grochu (w XV wieku) wydamy na to warzywo 0,128 gAg/dzień. Do tego dorzućmy 50 g sera - 0,041 gAg/dzień - oraz 100 g mięsa wołowego  - 0,183 gAg/dzień. W średniowieczu występowało około 200 dni postnych w całym roku, więc bardzo często będziemy zmuszeni zastąpić naszą wołowinkę np. rybą jeśli mamy ochotę na coś żywego, Wróćmy do Lubeki, gdzie zakupić możemy wiele gatunków ryb: dorsza, śledzia czy molwę. Litr tego pierwszego 6,286 gAg, a drugiego 11,880 gAg. Litr ponieważ ryby kupowało się na beczki (i jednostki pochodne). Jeśli zatem  w dzień postny zrezygnujemy z jajek, sera  oraz mięsa to nadal ryba może pozostawać poza naszym zasięgiem finansowym. Ot, post.

Skoro już pojedliśmy, to teraz można to czymś popić. Najlepiej piwem - jest zdrowe i tanie. W XV wieku cena piwa w Lubece kształtowały się następująco:
Rys. 7. Rozkład cen piwa w XV wieku w Lubece.
Litr zwykłego, lokalnego piwa kosztował średnio 0,3 gAg. Aby wypić takiego piwa ok 2..3 litrów dziennie zainwestować musimy prawie 1 gAg/dzień, ale jeśli kupujemy najtańsze piwko, jakie pokazuje rozkład, to wydatek ten może się zmniejszyć już do ok. 0,4 gAg/dzień.

Podsumowując zatem nasze minimalistyczne XV wieczne menu: kupiliśmy ok 1,5 l zboża, dwa jajka, 0,5 l grochu, 50 g sera i 100 g wołowiny. Całość takiej diety kosztować nas będzie ok 0,81 gAg/dzień (pomijając dni postne). Do tego doliczyć trzeba koszty napojów (jeśli nie wytwarzamy ich sami w domu). Oczywiście, oprócz kupowania pokarmów, możemy częściowo samodzielne je wytwarzać - trzymać kury, hodować warzywa etc. Jakkolwiek nie będzie to podstawą naszej diety to pozwoli ją urozmaicić i uczynić ciekawszą.

W kolejnej części artykułu postaram się omówić kolejne wydatki, jakie mogą czekać naszą niezbyt bogatą postać w XV wieku. A póki co - jeśli macie jakieś komentarze, sugestie bądź pytania (na przykład o koszty jakichś innych produktów spożywczych) pozostawiajcie je w komentarzach - postaram się uzupełnić artykuł według sugestii i w miarę możliwości odpowiedzieć na Wasze pytania.

czwartek, 31 marca 2016

Anatomia kaletki

Zastanawialiście się kiedyś jak to było z kaletkami w epoce? Dziś oczywiste jest, że gdzieś trzeba schować telefon, paczkę fajek, klucze do auta i portfel. W średniowieczu ten zestaw drobnych artefaktów nie istniał (może z wyjątkiem portfela). Dziś postaram się uporządkować kwestię kaletek i ich miejsce w obecnym światku rekonstruktorów. A może to coś da...

Co w zasadzie rozumieć pod pojęciem kaletka? Kaletka to torebka skórzana, niewielkich rozmiarów, zaopatrzona szlufką lub dwiema, zawieszona u paska. Służyła do przechowywania przedmiotów osobistych.

Zacznijmy od tego co wiemy wszyscy. Gdzieś powyższy inwentarz podręczny trzeba schować. Gdzieś gdzie nie dostanie się ręka potencjalnego złodzieja. Nawet nie dla bezpieczeństwa faktycznego, ale dla świętego spokoju. Można byłoby zostawić w namiocie; telefon wyłączyć żeby choć na 2-3 dni oderwać się od rzeczywistości, pozostaje niepokój przed włamaniem do namiotu. Odczuwam niedobór skrzyń w rekonstrukcji, nawet niewielkich skrzynek, np. przykutych do masztu namiotu łańcuchem. Ale jeszcze większy niedobór sprawia mi brak kłódek w rekonstrukcji. Archeologia pokazuje ich wiele. Jestem prawie pewien, że więcej niż kaletek.

Co mówią na ten temat źródła? Nawet pobieżne prześledzenie ikonografii daje łatwo zauważyć że obecność kaletki nie jest normą. Oczywiście pod warunkiem że nie przeglądamy średniowiecznej sztuki pod kątem przeglądu kaletek. Częściowo może to wynikać z orientacji postaci w kadrze (kaletka schowana pod płaszczem, szatą wierzchnią / zasłonięta inną postacią albo obiektem), ale nawet ten fakt nie pozostawia wątpliwości: kaletek wiele nie ma. Można oczywiście spekulować na temat kaletek ukrytych pod strojem, ale ja wolę opierać się na faktach jak na domysłach: kaletki nie występują jakoś bardzo często. Zaobserwowałem, że frekwencja kaletek zwiększa się z upływem czasu, pod koniec XVw. jest ich już całkiem sporo. Niestety nie kojarzę konkretnych badań na obszarze występowania kaletek w ikonografii późnego średniowiecza; trochę na wyczucie ocenię częstotliwość ich występowania: 1 kaletka na zirka 20 postaci.

Przejdźmy do archeologii. Oczywiście są znaleziska luźne, jest biblia Goubitza na ten temat. Jednak, prawdę powiedziawszy, nie zauważyłem żeby ktoś zestawiał występowanie kaletek np. z butami. Buty zachowują się w glebie podobnie jak kaletki, co wynika z tworzywa z jakiego są wykonane. Tak więc można przejrzeć relację ilości znalezisk kaletek i znalezisk butów w tych samych miejscach (co wynika z warunków glebowych). Wywrot-Wyszkowska podaje zestawienie znalezisk fragmentów butów i toreb/sakiewek. Zidentyfikowano w Kołobrzegu 13871 fragmentów obuwia, podczas gdy toreb/sakiewek zaledwie 37, tj. 0.002 pierwszej wartości. Nawet jeśli przyjąć że połowa fragmentów obuwia to zużyte odpady, że kaletki zużywają się wolniej, że buty występowały parami a kaletki sztukami, otrzymamy optymistycznie relację kaletek do butów jak 1:100. Podobnej relacji oczekiwałbym w innych miastach, w których opracowano znaleziska skórzane. Z czego może wynikać taki niedobór kaletek?

Spróbujmy opracować potencjalną zawartość takiej kaletki w epoce. To jest, co wymuszało zakup kaletki w epoce. Na tforum.info toczyła się na ten temat debata, nie są to więc moje wymysły z kosmosu; tzn. nie tylko ja się nad tym zastanawiam. Wśród pomysłów rekonstruktorów ze wschodu pojawiły się:
klucze, pieniądze, różaniec, zestaw do higieny osobistej, okulary, kości do gry, chustka, grzebień, coś do pisania (tabliczki woskowe + stylus), biblia kieszonkowa, lusterko, pieczęć, krzesiwo i hubka, igielnik, nożyk, łyżka, sygnety, relikwie, kamień probierczy, karty do gry. Razem 20 potencjalnych obiektów.
Od siebie dodam osełkę do noża; we wczesnym średniowieczu były bardzo powszechne, później mogły się schować do kaletki. Oczywiście lwia część tych przedmiotów dotyczy osób (w jakimś średniowiecznym rozumieniu tego słowa) wykształconych. Tabliczki woskowe, biblia, lusterko, pieczęć, sygnety, relikwie czy kamień probierczy to na swój sposób obiekty elitarne - nie korzystał z tego przeciętny Jaś. Niektórych obiektów, jak grzebień, kości do gry, krzesiwo, igielnik, karty do gry - nie było konieczności przechowywania przy sobie, albo nie były używane przez każdego "obywatela". Co z kolei wynika z powyższego?

A może kaletkę łączy jakiś związek z profesją? Kto w epoce musiał nosić kaletkę? Czy była ona niezbędna rzeźnikowi albo pasterzowi? Moim zdaniem istnieje szereg zawodów, których reprezentanci mogli nosić kaletki, z uwagi na:
1. pracę niestacjonarną, która wymaga noszenia przy sobie narzędzi do jej realizacji
2. dużą ilość drobnych akcesoriów powiązanych z zawodem
Moim zdaniem takimi zawodami są: jubiler, kupiec, żołnierz, pisarz, krawiec, klucznik. W komentarzach mile widziane inne pomysły.

Mam ale nie używam? Taki wariant także woła o rozważenie. Czy kaletka musiała być używana w każdej sytuacji? Tłumaczyłoby to ich niedobór w ikonografii, ale nie w archeologii. Oczywiście mogły się nie zachować, nie zostać zdeponowane w warstwie kulturowej, etc. Kontekst używania kaletki wymagałby opracowania oddzielnych sytuacji dla każdej grupy zawodowej albo nawet zawodu, i byłyby to bardziej spekulacje jak sensowne wnioski. Przytoczę sytuację użytkowania kaletek przez żołnierzy w czasie wyprawy zbrojnej - sytuacja ta nie jest porównywalna z wyjściem kupca na targ, choć na pierwszy rzut oka są to podobne okoliczności. Kaletki nie musiały być stałym obiektem na pasku - tłumaczy to choćby konstrukcja większości znalezisk tego typu, pozwalająca na swobodne zsunięcie kaletki z paska i równie łatwe umieszczenie jej na pasku.

W powyższych rozważaniach nie wziąłem pod uwagę jeszcze jednej kwestii. Społeczeństwo zasadniczo dzieli się na dwie płcie, mniej więcej w równej ilości. Tak więc połowa znalezisk obuwia przywiązana jest do kobiet, które w patriarchalnym społeczeństwie europejskiego średniowiecza nie odgrywały roli handlowców, pisarzy, żołnierzy, etc., a przynajmniej nie było to zjawiskiem powszechnym. Przekłada się to na występowanie kaletek u kobiet w ikonografii; zdecydowanie trudniej znaleźć je u kobiet niż u mężczyzn. Nie przywiązywałbym także wspomnianej funkcji do dzieci. Rzuca to nieco optymizmu na przytoczoną powyżej relację znalezisk butów do kaletek 1:100. Pamiętajmy jednak że to nadal szacunek optymistyczny. Może niekoniecznie chciałbym przez to powiedzieć, że kaletki są złe i trzeba się ich pozbywać. Mowa raczej o bardziej rozmyślnym ich użytkowaniu: kiedy idę na targ, wkładam na pasek kaletkę, bo w czymś trzeba zabrać kasę i kości do przerżnięcia reszty środków w karczmie. Kiedy hasam w bieliźnie po przydomowym ogródku, może kaletka nie jest mi niezbędna?

Co jeśli nie kaletka? Na początku przygody z rekonstrukcją dość często widywałem proste sakiewki ze złożonego prostokąta bądź z rury z okrągłym dnem. W obecnej reko niemal zanikły. Nie brakuje ich w materiale archeologicznym (przynajmniej tych pierwszych), także w materiale późnego średniowiecza.

wtorek, 23 lutego 2016

Pielgrzymka do Visby, sierpień 2016

Organizujemy grupowy wyjazd na Bitwę pod Wisby w sierpniu 2016 r.


Impreza odbywa się w ramach medeltidsveckan (tydzień średniowieczny) na Gotlandii w dniach 7-14 sierpnia.

Wyjazd nie jest imprezą zamkniętą na zaproszenia. Liczymy na zainteresowanie środowiska i składkę na wspólny wyjazd. Poza tym chętnie zintegrujemy się z szerszym gronem rekonstruktorów. Taktycznie lepiej zorganizować wspólny wyjazd autokarem niż oddzielne wyjazdy autami, choćby z uwagi na cenę. Prom przewiezie autokar za darmo z uwagi na zniżkę grupową; za przewóz samochodu osobowego trzeba zapłacić.

Z góry informuję, że wyjazdu nie obejmują nasze projektowe wytyczne stroju i uzbrojenia, musimy podporządkować się pod wytyczne organizatorów. Szpej będzie weryfikowany pod względem wytycznych BoW. W związku z tym zgłoszenia i ewentualne pytania przesyłajcie na maila: projektvolk@gmail.com . W zgłoszeniu niezbędne będą informacje:
1. Imię i nazwisko
2. Nazwa grupy/miejscowość (jeśli wolny strzelec)
3. Telefon i mail kontaktowy
4. Namiot (typ, kolor, wymiary + mile widziane zdjęcie)
5. Zdjęcie w stroju i zdjęcie w uzbrojeniu (jeśli wybierasz się zbrojnie)
6. Aktualny nr paszportu i ubezpieczenia

Przewidujemy wynajem autokaru, na chwilę obecną mamy ok 20 wolnych miejsc. Cena powinna zmieścić się w przedziale 650-800zł za osobę. Cena obejmuje wynajem autokaru do Szwecji i z powrotem (ostateczna trasa będzie opracowana po zebraniu listy min. 25 chętnych), opłaty postojowe oraz 4 przeprawy promowe. Żeby nie napinać domowych budżetów, opłatę rozbijamy na 2 transze. Do końca marca zbieramy zaliczki w wysokości połowy ceny biletu, do końca czerwca resztę.

Wydarzenie na facebooku
Osoby kontaktowe na facebooku:
Remigiusz Towalski

Iakza de Marienwerder

niedziela, 8 listopada 2015

Czerpak

Wygląda na to, że dawno nic tu nie było. Za dużo pracy. Przepraszam za ciszę w eterze. Sezon się skończył... stop! Sezon nigdy się nie kończy. Pracy zawodowej, rekonstrukcyjnej, badawczej – po uszy. Dziś muzyczny akcent. Fidel elbląska. Czerpak w tytule był dla zmyły.

Od jesieni 2014 planuję a od ostatniego lata dłubię instrument, którym wypadałoby się pochwalić. Dlaczego właśnie tu? Ano, bo jest bardzo plebejski. Oryginał datowany na XIV wiek znaleziono w Elblągu. Tam też można go zobaczyć*. W czerwcu obejrzeliśmy z Martyną oryginał na żywo. Zgadza się to z przesłankami z internetów - instrument jest zaskakująco mały, zaledwie 33cm długości. Dopóki nie powstała replika, chodziła mi po głowie wersja że to instrument dla dziecka lub nastolatka (a może dla karła?), który uczył się grać. Też możliwe. 
Z uwagi na brak warunków warsztatowych do ciosania drewna, wstępna obróbka przypadła na Grunwald.

Kilka słów o oryginale. Wykonany był z lipy, nie wykazuje znamion szczególnie wykwalifikowanego rzemiosła lutniczego (moja wersja mam nadzieję – też nie. Nigdy wcześniej nic podobnego nie robiłem). Prawdopodobnie fidel wystrugała osoba, która na niej grała. Wątpliwości wzbudza sama nazwa. Mi osobiście bardziej przypomina to rebek; możliwe, że zabytek to forma pośrednia. Albo forma luźno nawiązująca do kanonów muzyki dworskiej, wykonana przez amatora - miejscowego zręcznego chłopa, który widział rzeźbę anioła grającego na rebeku w kościele albo wędrowną kapelę.

Najwięcej trudności z wyborem sprawiły mi struny. Wg traktatów o muzyce z epoki powinny być wykonane ze ścięgien. Dostępne w sklepach muzycznych tradycyjne struny do skrzypiec (nowożytne) są wykonane z jelit. Ja do strun zastosowałem końskie włosie. Rozwiązanie znane jest z etnografii skandynawskiej i inflanckiej XIX wieku, co dość dobrze współgra z chłopskim charakterem znaleziska.

Strunociąg wykonałem z poroża łosia, kołki i mostek z jesionu, smyczek z leszczyny. Płyta rezonansowa klejona. Pierwszy etap obróbki odbywał się za pomocą siekiery. Darty, lipowy kloc rozszczepiłem na odpowiedniej wielkości polana i wstępnie obciosałem siekierą. Pudło rezonansowe drążone było łukowatym dłutem. Pierwotnie obserwatorzy myśleli, że strugamy chochlę albo czerpak. Faktycznie, czerpak to nawet przypominało. Po zamknięciu łychy czerpaka przez płytę rezonansową i montaż instalacji napinającej struny zamieniło się nagle w instrument.


Opanowanie kilku utworów na akceptowalnym poziomie zajmie nieco czasu, na razie mogę zapewnić że instrument działa. W ramach jakiejś aktualizacji w [mam nadzieję] niedalekiej przyszłości załączę do wpisu wideo z próbką dźwięku.

Specjalne podziękowania dla:
Roberta Wenty za wydrążenie pudła rezonansowego
Autorów bloga „Stare Miasto Elbląg” za opublikowanie dobrego zdjęcia, które do wszystkiego zainspirowało
_______________________
*Swoją drogą z tego miejsca bardzo polecam rzeczoną wystawę. Jakość na światowym poziomie, tylko trochę mała. Obserwator czuje niedosyt. OK, trochę ponarzekałem. Musiałem.

sobota, 15 sierpnia 2015

Volkfest, 6-9 VIII 2015

Druga edycja Volkfestu już za nami. Było gorąco, ale doborowe towarzystwo zrekompensowało to w 100%. Pogoda nie dopisała - upał 36-40 stopni to jednak trochę za wiele. Ale czego tu się spodziewać na początku sierpnia...

Okolica malownicza, równinne krajobrazy środkowej Polski nieopodal Kłodawy. Klimat, z uwagi na temperaturę, nieco grunwaldowy - a'la fajrant po żniwach, ale bez turystów. Poza tym, jeśli już szyje się bieliznę z lnu ręcznie tkanego, wypada to eksponować, od czasu do czasu.

Osiągnięcia:
* 100% namiotów z szarego lnu.
* 100% ręcznie szytych ciuchów z bezwzględną dominacją splotu skośnego
* co najmniej 7 kompletów bielizny z lnianego samodziału
* 3 elementy ubioru farbowane roślinnie na kolor inny niż naturalne kolory wełny. reszta w naturalnych kolorach wełny. Wychodzi jakieś 4-5% ogólnego stanu ciucha - farbowane, reszta surowa
* impreza cywilna, bez udziału bloku zbrojnego.
* 0% ceramiki cepeliowej, sama reko. Niestety często wzory naczyń powielały sie bo ludzie kupują od Fuschera z oferty a on ofertę poszerza o nowe zrobione wzory.
* minimalne zamienienie aktywności zbrojnych rozrywkami cywilnymi. Wymaga to jeszcze dopracowania, żeby nie było to minimum zajęć, a żeby było z czego wybierać.

Wszystkim, którzy przyjechali, jeszcze raz dziękuję za obecność. Mam nadzieję, że się podobało i przyszła edycja będzie zlotem, który nagromadzi w jednym miejscu jeszcze więcej zajebistych ludzi i dobrej reko.

Tradycyjnie już, kilka zdjęć.









zdjęcia: Kasia Filarska,
zdjęcia analogowe: Lutobor

piątek, 26 czerwca 2015

100 000 odwiedzin

Kolejny kamień milowy za nami. Licznik odwiedzin wybił 100 000 wejść.
Dziękujemy, że zaglądacie do nas.

Muszę przyznać, że przez dłuższy czas mnie tu nie było. Czytelników przepraszam za dłuższą ciszę. Sprawy zawodowe nie cierpią zwłoki, a ostatnio miałem ich aż nadto. Nawet prywatne szycie przed sezonem (a raczej na jego początku) musiałem odłożyć na bok. Obiecuję poprawę.

Co nowego w Projekcie? Pracujemy równolegle nad kilkoma operacjami, które usprawnią działalność organizacji i przyczynią się do wkładu PV w świat rekonstrukcji. Permanentnie pracujemy nad dokręcaniem sobie śruby, co owocuje cetnarami nowego szpeju w naszych szafach.

Osoby zainteresowane działalnością Projektu zapraszamy do odwiedzenia nas w obozie Chorągwi Komturstwa i Miasta Gdańska na Grunwaldzie.

Na dniach wpis o pewnym specyficznym typie kaptura.

czwartek, 7 maja 2015

Powinności wojskowe mieszczan w XIII wieku na ziemiach polskich

Stan mieszczański, który prawnie wyodrębnił się stosunkowo późno ze społeczeństwa średniowiecznego, podobnie jak chłopi i rycerstwo, spełniał określone powinności wojskowe. Na początku obowiązki wojskowe były regulowane prawem zwyczajowym. Z czasem, gdy na ziemiach polskich upowszechniło się prawo niemieckie powinności również te wojskowe zostały spisane i określone w dokumentach. Mimo to wiele obowiązków czy praw wynikało, jeśli nie regulował tego dokładnie przywilej lokacyjny lub dokument immunitetowy, z dawnego prawa zwyczajowego.

Powinności wojskowe mieszczan miały różną formę i charakter. Nie wszystkie obowiązki wojskowe sprowadzały się do służby z bronią w ręku i walki w wojskach władcy. Wiele z obowiązków wypełnianych przez mieszczan miało charakter robocizny oraz później świadczeń finansowych. Geneza wielu powinności sięgała czasów, gdy miasta i stan mieszczański nie były jeszcze prawnie wyodrębniony ze społeczeństwa. Przedlokacyjne ośrodki o charakterze miejskim, czyli takie których ludność w większym stopniu zajmowała się handlem bądź rzemiosłem, niż rolnictwem, były zobowiązane do służby wynikającej z prawa książęcego. Wydaje się, iż sytuacja prawna takich osad była podobna do położenia wsi w związku z tym obowiązki wojskowe mieszczan i chłopów nie różniły się od siebie. W tym okresie mieszczanie podobnie jak ludność wiejska zobowiązani byli do budowy i konserwacji grodów, dostarczania transportu i innych ciężarów wynikających z prawa książęcego. Dopiero lokacja na prawie niemieckim, na ziemiach polskich od początków XIII wieku, przyniosła zmiany. Miasto najpierw obdarzane immunitetem było zwolnione od dawnych obowiązków, mimo że władca niejednokrotnie czynił pewne wyjątki. Następnie w akcie lokacji, mieszczan obdarzonych pewną autonomią, zobowiązywano do wykonywania nowych posług, świadczeń i powinności na rzecz władcy i kraju. Nowy stan prawny ustalały akty lokacji i dokumenty immunitetowe, ale mimo to nawiązywać musiały one do okresu przedlokacyjnego, chociaż niewątpliwie mogły wprowadzać nowe elementy do życia.

Powinności mieszczańskie były dwojakiego rodzaju. Dzieliły się na powinności osobiste mieszczan względem władcy oraz powinności miast jako instytucji. Do pierwszej grupy należał obowiązek obrony ziemi oraz obrony miasta. Do tej grupy zaliczyć należy również świadczenia pieniężne na rzecz władcy do których zobowiązany był każdy mieszczanin. Do drugiej kategorii należał obowiązek dostarczenia środków transportowych oraz machin oblężniczych wraz z wozami do ich przewozu oraz obsługą. Obowiązkiem nakładanym na miasto było również, po uzyskaniu zgody pana, wznoszenie i konserwowanie fortyfikacji miejskich, zaopatrzenie miasta w żywność i broń na wypadek wojny, a potrzebnej w czasie obrony.

Chyba najważniejszym obowiązkiem wojskowym mieszczan w XIII wieku była obrona ziemi – defensio terrae. Do której zobowiązani byli wszyscy mieszkańcy posiadający prawo miejskie. W przywileju lokacyjnym Krakowa z 1257 roku władca stwierdzał, że „Hoc eciam eisdem advocatis et omnibus habitatoribus civitatis eiusdem presentibus et futuris et eorum heredibus in perpetuum concedimus eciam post finitam libertatem, ut nullus eorum vadat vel mittat ad impugnandum aliquem, vel ad resistendum alicui extra ducatum Cracovie secundum terminos eiusdem ducatus, quos nunc possidemus vel postmodum possidebimus dante Deo”1. Jasno wynika z tego, iż mieszczanie mieli obowiązek walczyć w obronie całej ziemi będącej dziedziną władcy. W przypadku przeniesienia się działań zbrojnych na teren przeciwnika, nie byli zobowiązani do dalszej służby. Zobowiązując mieszczan do walki obronnej władca zwalniał ich od obowiązku brania udziału w wyprawach poza granice księstwa, którym władał. Obowiązek obrony ziemi powszechnie ciążył na mieszczanach. O czym świadczyć mogą dwa dokumenty. Akt lokacji Jędrzejowa nadany przez Bolesława Wstydliwego w 1271 roku stwierdzał: „Centerum dicte Cyvitatis homines ad expeditinones... nullatenus compellentur seu ire tenebuntur... - - Hoc excepto quod si forte quod absit exercitus paganorum terram ingredientur vel et si inimici eam inuadent manifeste ire tenentur sicut Cyues aliarum Cjuitatum terre nostre que iure theutonico sunt locate”2. Leszek Czarny zezwalając na lokację miasta Buska w 1287 roku, udzielił mieszczanom zwolnienia „...hoc excepto, quod pro communi terre necessitate et defensione eiusdem nobis adesse tenebuntur, prout alie cjuitates, que suo iure theutonico in nostro domino sunt locate”3. Oba dokumenty tyczą się ziemi małopolskiej, sandomierskiej i sieradzkiej, ale prawdopodobnie w taki sam sposób kształtował się obowiązek obrony ziemi również w innych księstwach Polskich w miastach lokowanych na prawie niemieckim. Mimo że nie ma dla innych ziem dokumentów określających powinności wszystkich mieszczan, to w aktach nadanych poszczególnym miastom władcy podobnie kształtowali wymiar służby wojskowej. Mieszczanie o mobilizacji byli zawiadamiani pismem, a w niektórych miastach władca musiał specjalnym pismem wezwać poddanych na wyprawę.

Z reguły mieszczanie zwalniani byli od ciężarów wojskowych wynikających z organizacji wypraw poza granice księstwa czy państwa. Jednak wyjątkowo niektóre miasta spełniały pewne posługi związane z wyprawami. Dotyczyło to najczęściej miast przedlokacyjnych lub zobowiązań pochodzących z okresu przedlokacyjnego, a utrzymującego się jeszcze przez jakiś czas.

Każdy mieszczanin zobowiązany był stawić się na wyprawę domową, obronną z własnym uzbrojeniem i służyć na własny koszt w wojsku władcy. W koszta te wchodziła również żywność, którą żołnierz powinien mieć ze sobą, chociaż na czas mobilizacji. Większa część ludzi posiadających prawo miejskie wchodziła w skład piechoty. Jedynie osoby posiadające ziemię na własność musiały stawać na wyprawę konno i z pocztem odpowiednim do swojego statusu. Do takiego wypełniania obowiązku zobowiązani byli wójtowie miejscy oraz inni mieszczanie którzy posiadali ziemię. Służba w oddziałach pieszych nie wymagała tak kosztownego uzbrojenia jakim musieli dysponować jeźdźcy.

Udział w wojnie w oddziałach pieszych był nie tylko walką w otwartym polu, ale przede wszystkim walką przy oblężeniach, pracami przy fortyfikacjach polowych oraz przy innych pracach inżynieryjnych. Wielu mieszczan w wojsku wykorzystywano zgodnie z ich profesjami, między innymi do konstrukcji i obsługi machin oblężniczych. Bez których żadne oblężenie na dłuższą metę nie mogło się obejść, pomijając przypadki zdobywania twierdz szturmem z marszu lub poprzez zabiegi dyplomatyczne.

W materiale źródłowym niewiele jest wzmianek o udziale mieszczan w wyprawach. Mimo to wydaje się, że musieli w nich uczestniczyć. Władca nie nakładał by na nich tego obowiązku, gdyby później nie egzekwował go. Mieszczanie służący razem z chłopami w oddziałach pieszych byli bardzo ważnym czynnikiem w wojsku XIII wiecznym. W kampaniach rozgrywanych na ówczesnym teatrze wojen, nawet w czasie wojny obronnej czy w walce przeciwko buntownikom, zdobywanie grodów, zamków i umocnionych miast było bardzo ważne. Jazda rycerska tak skuteczna w otwartym polu przy długotrwałych oblężeniach nie mogła wykorzystać całego swojego potencjału. Nie oznacza to, iż rycerze w szturmach nie brali udziału. Nie mniej piechota szczególnie miejska wyszkolona w konstrukcji i obsłudze machin oblężniczych była właściwie niezbędna podczas zdobywania warowni przeciwnika. Niewielka ilość przekazów źródłowych o mieszczanach walczących w wojsku władcy, może wynikać z dużej dysproporcji jaka musiała zachodzić między ilością chłopów w oddziałach pieszych a mieszczanami. W związku z tym, jak stwierdził W. Szczygielski, „mamy pełne prawo dopatrywać się mieszczan we wszystkich wyprawach obronnych, w których uczestniczyła piechota”.

Wykonywanie tego obowiązku, jaki stanowiła wyprawa na wojnę obronną, była niewygodna dla samych miast. W związku z tym władze miast walczyły o zwolnienia z tego rodzaju obowiązków, co w dużym stopniu udawało się im uzyskiwać. Mieszczanie na wojnie nie wiele korzystali, ich interesy miały inną naturę. Przede wszystkim ludność miejska zajmowała się handlem i rzemiosłem. Wpływowe gildie kupieckie i cechy rzemieślnicze kreowały politykę całego miasta, dzięki temu mogły dążyć do uzyskania takich przywilejów które odpowiadały by tym grupom zawodowym. Powoływanie większej części mieszczan pod broń, jeśli nie wszystkich, musiało by zaburzyć życie wewnątrz miasta, biorąc pod uwagę fakt iż wszyscy mężczyźni podlegali temu obowiązkowi, a więc tak samo mistrzowie cechowi, czeladnicy jak i inni ludzie o niższych umiejętnościach i kwalifikacjach zawodowych. Utrata takich ludzi musiała by być bolesna, każdy rzemieślnik był w swoim fachu znacznie bieglejszy niż chłop pracujący na roli, nawet jeśli parał się również jakimiś innymi pracami, jak ludność służebna. Inną przyczyną zwalniania miast przez władców z obowiązku wypraw obronnych, było to iż miasta z czasem zaczęły stawać się bardzo silnym zapleczem gospodarczo-militarnym państwa. Właśnie dzięki temu mieszczanie pracujący na rzecz armii i toczącej się wojny mogli nie brać w niej aktywnego udziału. Za ograniczeniem roli mieszczan w wyprawach opowiadało się również rycerstwo, dążące począwszy od XIII wieku „do jak największego uszczuplenia żywiołu ludowego w obronie kraju”.

Z drugiej jednak strony miasto było zawsze bardzo pożądanym łupem. Dlatego drugą bardzo ważną powinnością mieszczan była obrona miasta jako punktu umocnionego. Z czasem obowiązek obrony ziemi musiał zostać ograniczony na rzecz obrony samych miast, co nie znaczy, że zanikł całkowicie. Część miast uzyskała od władcy zwolnienia od wypraw poza mury miejskie. Obrona miasta dla jego mieszkańców musiała być kwestią najważniejszą, wszak w ten sposób bronili życia swojego, swoich rodzin, a także swoje domy, warsztaty i inne dobra. Władcy doceniając strategiczne znaczenie miast, często wzmacniali obrońców kontyngentami wojskowymi wysłanymi przez siebie. Co miało znaczenie również przy tłumieniu buntowniczych nastrojów wśród mieszkańców danego miasta i miało zapobiegać wydaniu miasta bez walki.

Z czasem coraz więcej miast dysponowało murami miejskimi. Wtedy obok grodów i nielicznych zamków stanowiły najważniejsze punkty oporu w czasie obrony. Opanowanie ziemi przez wroga było możliwe, gdy zajął i utrzymywał na terenie danej ziemi swoją załogę w punktach umocnionych. Miasta niejednokrotnie bronione były przez załogi przysłane przez władcę lub przez niego samego, gdy znajdował się w mieście, ale mimo to przede wszystkim bronili swoich miast sami mieszczanie.

Na fortyfikowanie miast zgodę musiał wyrazić zwierzchnik miasta. Jako, że budowa murów była bardzo kosztowna, tylko niektóre miasta szczególnie te większe i bogatsze mogły sobie pozwolić na ich samodzielne wznoszenie. Mniejsze musiały liczyć na pomoc władcy. Który często na budowę umocnień przyznawał jakieś ulgi, pomagał finansowo, materialnie na przykład pozwalał korzystać z lasów by pozyskać budulec. Z drugiej strony zgoda władcy na budowę fortyfikacji była konieczna, gdyż ich posiadanie wzmacniało pozycję mieszczan, miasta względem swojego pana. Bunty były możliwe tylko wtedy, gdy lokalizacja, siła umocnień i możliwości miasta dawały nadzieję na skuteczną obronę4. Mieszczanie Poznańscy buntując się przeciwko władcy musieli odpierać jego wojska. Podobnie mieszczanie Krakowa, Sandomierza i Wieliczki bronili się w 1311 roku przeciwko wojskom Władysława Łokietka.

Mieszczanie prócz walki w armii władcy podczas wojen obronnych oraz walki na murach swoich miast podczas ich obrony, zobowiązani byli do dostarczania środków transportowych na wyprawy zagraniczne a niekiedy również na wyprawy obronne. Inne miasta miały obowiązek wysyłać swoje środki transportowe jedynie na te wyprawy w których brał udział książę. Niejednokrotnie mieszczanie musieli zapewnić jeszcze woźnicę oraz eskortę. Wozy na wyprawie szczególnie zagranicznej były bardzo ważną rzeczą. Były niezbędne do przewożenie zaopatrzenia dla armii, transportu rannych czy wreszcie machin oblężniczych. Powinności tego rodzaju były nakładane indywidualnie na każde miasto, dlatego nie są one jednolite. Niektóre miasta miały dostarczać konie i puste wozy inne wozy wraz z zaopatrzeniem o ilościach określonych w dokumentach jeszcze inne środki transportu przystosowane do przewożenia machin oblężniczych, czasami z eskortą i obsługą, tak wozu jak i machiny.

W roku 1260 Władysław Opolski w dokumencie tyczącym się dóbr biskupa wrocławskiego stwierdził, że „ - - si autem extra fines terre nostre nos ire personaliter oportebit, omnes homines episcopi, tam de civitatibus, quam villis nostri ducatus decem solummodo currus vacuos, nostris et non suis expensis ornatos, quemlibet cum tribus equis nobis dare debebunt, nec ad expedicionem talem ire personaliter, nec ad aliquid amplius faciendum cogentur, quos currus et equos, expedicione peracta, reddere promittimus, nisi mortui fuerint, ubi autem nos personaliter extra terra non imus, sed alios mittimus, ad nichilum penitus homines episcopi teneantur”5. Jak stwierdził wystawca w dokumencie dostarczone wozy i konie miały być po zakończeniu wyprawy zwracane właścicielom. Prawdopodobnie w razie utraty konia czy wozu właścicielowi wypłacane było odszkodowanie, wydaje się iż książę nie narażał by poddanych biskupa na tak poważne straty jak utrata konia na wyprawie, o co na wojnie nie było trudno.

W 1290 roku mieszczanie wrocławscy pomagając księciu Henrykowi IV mieli dostarczyć mu 1200 wozów transportowych i 100 wozów przystosowanych do przewozu przyrządów oblężniczych, prócz tego według tego przekazu mieli mu uzbroić również 3500 ludzi. Cyfry zachowane w tym źródle wydają się przesadzone, nie mniej może to potwierdzać fakt iż mieszczanie obowiązek ten wypełniali. Co ciekawe autor wyraźnie odróżnia wozy transportowe od wozów do przewożenia machin oblężniczych. Niekiedy miasta, szczególnie te biedne, były zwalniane od obowiązku dostarczania transportu. Zwolnienie takie otrzymywały też niekiedy miasteczka przedlokacyjne. Od „a prewod eciam militari” zwolniony został w r. 1250 Wocławek”.

W XIII wieku dopiero powstające i rozwijające się miasta nie były zobowiązane płacić żadnych regularnych świadczeń na rzecz wojen prowadzonych przez władcę. Ośrodki miejskie nie lokowane na prawie niemieckim prawdopodobnie na wzór chłopów musiały płacić różnego rodzaju daniny w naturze i później w pieniądzu. Jedną z takich danin była wcześniej wymieniana stróża. Wydaje się iż innych opłat wojennych w tym okresie nie było w miastach lokowanych jak i pozostających na prawie polskim.

 _____________________________________                                                            
1 Pozwalamy również wieczyście tymże wójtom i wszystkim mieszkańcom miasta, tak obecnym jak i przyszłym i ich dziedzicom, aby także po upływie wolnizny żaden z nich nie udawał się ani nie wysyłał kogo innego do walki z kimkolwiek lub do stawienia oporu komukolwiek (atakowania nikogo ani obrony przed nikim) poza naszym księstwem krakowskim w jego granicach, jakie obecnie posiadamy lub później gdy Bóg pozwoli posiądziemy

2 Poza tym ludzie ze wspomnianego miasta wcale nie będą zmuszeni ani zobowiązani przyjść. Z takim wyjątkiem, że jeśli przypadkiem, co oby się nie zdarzyło, wojska pogan wkroczą do kraju albo jeśli nieprzyjaciele go napadną, oczywiście są zobowiązani przyjść tak jak obywatele innych miast naszego kraju, które zostały założone na prawie teutońskim

3 Z takim wyjątkiem, że w razie wspólnej potrzeby kraju i jego obrony będą zobowiązani nam pomóc tak jak inne miasta, które zostały założone na swoim prawie teutońskim pod naszym panowaniem

4 Piotr z Dusburga opisywał wieloletni spór mieszczan Ryskich z Braćmi domu niemieckiego w Inflantach, który ze szczególna siłą wybuchł w 1297 roku. Według tej relacji w ciągu półtora roku miało miejsce dziewięć starć z których jedno wygrali mieszkańcy Rygi, a pozostałe zakonnicy. Buntownicy w roku 1298 wezwali na pomoc Litwinów, co doprowadziło później do odwetu ze strony zakonu na mieszczanach, którzy brali udział w buncie.
Mimo to spór nie wygasł, a trwał dalej, by po pewnym czasie wybuchnąć na nowo. W roku 1330 po prawie rocznym oblężeniu, w czasie świąt Wielkiejnocy, mieszczanie byli zmuszeni na skutek głodu, nieporozumień między sobą i groźby wybuchu zamieszek, poddać miasto zakonnikom. Jak przekazał kronikarz „Mistrz nie wjechał do miasta dopóki fosy nie zasypano gruzem z muru mierzącym 30 łokci długości” Jak widać spór doprowadził do utraty przez Rygę murów miejskich.


5 Na wyprawę urządzoną w obronie naszej ziemi mają iść wszyscy... jeśli natomiast wypadnie nam iść osobiście poza granice naszej ziemi, to wszyscy poddani biskupa tak z miast, jak i ze wsi naszego księstwa, będą obowiązani dać nam tylko dziesięć próżnych wozów, wyposażonych naszym, a nie ich kosztem, każdy z trzema końmi, nie będąc przy tym przymuszani iść osobiście na taką wyprawę, ani cokolwiek więcej robić; przyrzekamy też zwrócić po ukończeniu wyprawy te wozy i konie, jeśli nie padną. Gdy zaś nie pójdziemy osobiście za granice ziemi, lecz wyślemy innych, poddani biskupa nie będą zgoła do niczego pociągani