środa, 27 listopada 2013

Sploty - czy to ważne?

Dziś słowo o tym co oferuje nam rynek a co powinien nam oferować. W skrócie: w materiale źródłowym przeważają sploty skośne. A co nam oferuje rynek? Wełny płócienne i jodełkowe, a jakże by inaczej. Znane oczywiście były, ale nie zestawiały razem większej części splotów wełen. Nie mówię że te powszechne w średniowieczu nie występują w ogóle; są, ale mogłyby się pojawiać częściej i na szerszą skalę. Mówią, że popyt kształtuje podaż. Bzdura. To podaż kształtuje popyt. Choć nie do końca "allegrowy rynek" jest kształtowany pod nas, rekonstruktorów. Warto będzie następnym razem zastanowić się czy to co jest fajne na allegro, będzie też fajne z historycznego punktu widzenia.

Trochę konkretów. Analiza splotów tkanin kołobrzeskich (ostatnia ćwierć XIII w. - początek XIV w.) wykazała, że na splot diagonalny 2/1 składało się 87,96% tkanin wełnianych znalezionych w tym mieście. Wełny w splocie płóciennym i diagonalnym 2/2 nie miały większego znaczenia. Podobny udział wykazały badania nad tekstyliami z Międzyrzecza (XIII w. - połowa XIV w., ponad 70%), Lund (XIII - XV w., 65%). Na zachodzie występował rzadziej, od 5% w Lubece do 50% w Oslo, w Dokkum w ilości śladowej, ok 5%.
Wśród znalezisk niderlandzkich króluje splot diamentowy (42-81%) i diagonalny 2/2 (11-51%). Na trzynastowieczne tekstylia z Elbląga składało się 40% tkanin w splocie skośnym 2/1, 10% wełen płóciennych, 15% wełen diagonalnych 2/2.
Wśród znalezisk gdańskich z Lastadii, Wyspy Spichrzów i Panieńskiej 3a udział splotów przedstawia 79,45% tkanin płóciennych, 16% tkanin skośnych 2/1 i 2,43% tkanin skośnych 2/2 (patrz: wykres z prawej). Nieco ciekawiej przedstawiają się znaleziska londyńskie, zwłaszcza jeśli zestawić 1. połowę XIV w. z 2. połową tegoż stulecia. Wśród tekstyliów z 1. poł. XIV w. wyszczególniono 37% tkanin płóciennych, 40% tkanin skośnych 2/1, 9% tkanin skośnych 2/2 i 14% innych. Wśród tekstyliów z 2. poł. XIV w. wyszczególniono aż 83% tkanin płóciennych, jedynie 3% tkanin skośnych 2/1, 7% tkanin skośnych 2/2 i 7% innych. Zwraca uwagę drastyczny wzrost udziału tkanin płóciennych i spadek udziału tkanin skośnych 2/1. Reszta splotów bez większych zmian.
W zestawieniu ogólnym wiek XIV w zakresie tekstyliów w Londynie prezentuje się to następująco: 64% tkanin płóciennych, 18% tkanin skośnych 2/1, 8% tkanin skośnych 2/2 i 10% innych. Dane przedstawia diagram z lewej.

Znany i lubiany człowiek z Bocksten. Wiadomo o nim, że tunikę i obydwie pary nogawic także miał w splocie diagonalnym 2/1, w sorcie wełny nazywanym w Skandynawii vaðmál (słowo znaczy dosłownie: miara materiału).

Warto także przytoczyć analizę splotów odzieży z Herjolfsnes. Niezbyt powszechny w środkowej Europie splot skośny 2/2 tutaj - dominuje. Składa się na niego 82,5% wszystkich tekstyliów z Herjolfsnes. Splot diagonalny 2/1 tworzy jedynie 2,9% znalezionej odzieży. Znaleziono też 1 fragment tkaniny o splocie diamentowym

Co poza 3 zasadniczymi splotami? Ano występowały też inne, mniej lub bardziej powszechnie. Nie poruszyłem przede wszystkim znanych splotów takich jak jodełka (herringbone twill), diament i psi ząb. Jodełki w literaturze występują jako splot skośny łamany. O ile udział splotów diamentowych w archeologii Europy zachodniej jest znaczny, o tyle w polskiej archeologii średniowiecznej nie natknąłem się jeszcze na przykłady tego splotu. Podobna bieda źródłowa dotknęła jodełkę. Splot był znany już w czasach kultury Hallstatt, ale nie zyskał większej popularności.

Jak mniej lub bardziej jasno wynika z powyższego, bardzo licznie występuje splot diagonalny 2/1. W anglojęzycznej literaturze występuje pod terminem 2/1 twill (nie mylić z tweed). Wygląda to mniej więcej tak:

Niestety z moich informacji wynika, że jest on słabo dostępny na obecnym rynku tekstylnym. Pozostaje mieć nadzieje na jakieś lobby, które zwiększą jego dostępność, bądź dojścia z zagranicy.

wtorek, 29 października 2013

Operacja D Ł U B A N K A

Komandoria Północ nie śpi, mimo końca sezonu. Padła koncepcja wystrugania dłubanki. Koncepcja zrealizowana.
Realizacja operacji "Dłubanka" zajęła nam 3 październikowe weekendy. Strugaliśmy w pniu topoli 42x450cm przy użyciu wyłącznie ręcznych narzędzi, głównie replik narzędzi z epoki. Łódź jednopienna została zrealizowana w oparciu o materiał archeologiczny z obszaru południowego wybrzeża Morza Bałtyckiego, głównie na podstawie znalezisk z rejonu Gdańska. Długość łodzi pokrywa się z przeciętną długością znalezisk, z kolei średnica pnia zbliżona jest do najmniejszej znanej z materiału archeologicznego.

Podczas strugania próbowaliśmy metody wypalania drewna znanej z przekazów pisanych. Metoda ta okazała się jednak mało skuteczna, postanowiliśmy więc skupić się na cięciu drewna przy użyciu cioseł, siekiery i dłut. Korzystaliśmy też z piły i ośnika. Rozmiar łodzi ograniczył równoczesny dostęp do prac nad łodzią do 4 osób. Otrzymane ścianki mieszczą się w przedziale 2-4cm grubości drewna.

Nie obyło się bez błędów. Okazało się że pień został przez nas skrócony za mało od strony rufy, co zaowocowało przeciekami do tylnej komory. Pęknięcie zostało zalane dziegciem, choć rozwiązanie to nie zabezpiecza komory w 100%.
Z uwagi na brak wcześniejszych doświadczeń w rzemiośle szkutniczym nie przewidzieliśmy wszystkich kwestii konstrukcyjnych, jednak to tylko dowód na to jak małych kwalifikacji wymaga konstrukcja dłubanki; średniowieczni mieli wiedzę praktyczną, my - nadrobiliśmy ją wiedzą źródłową. Bez wątpienia większych kwalifikacji wymaga konstrukcja łodzi klepkowych.

Praktyka pływania łodzią jednopienną przysporzyła nam sporo trudności, z uwagi na wywrotność samej łodzi jak i korzystanie z niej na wodzie płynącej, a nie stojącej. Sprowadziło nas to do instalacji pływaka, który naszym zdaniem jest najbardziej logicznym i najłatwiejszym w wykonaniu stabilizatorem łodzi okrągłodennej. Instalacja pływaka spowodowała że do nawigacji dłubanką nie potrzebne jest praktycznie żadne doświadczenie.

Uzyskana łódź jest w stanie unieść maksymalnie 2 osoby. Przeznaczona do użytku na wodach śródlądowych. Znana i lubiana w Europie centralnej przez całe średniowiecze.

Jednostka ochrzczona została wdzięcznym imieniem Twoja Dawna i ceremonialnie zwodowana, 27 X 2013 r.

Projekt został zrealizowany przy współpracy z Grodziskiem Owidz.

środa, 9 października 2013

Volkfest №1

Jeśli ktoś pomyślał że nic się nie dzieje to jest w błędzie. Ilość przedsięwzięć pochłonęła mnie do tego stopnia, że nie było czasu pisać. Czytelników przepraszam, nadrobię.


A co się działo? Projekt Volk zamknął sezon letni 2013. Kameralnie, ale za to maksymalnie historycznie. Rzadko zdarza się imprezy na tyle spójne materialnie i pozbawione współczesności co Volkfest.

Pogoda przed samą imprezą stawiała przed nami wiele znaków zapytania. Padało w sumie cały tydzień, ale synoptycy z wetteronline.de zapowiedzieli pogodę jak na zamówienie na 3 dni przed imprezą. W 99% spełniło się.

Turniej opi3rdalania się wygrał Leśny. Szkolenie z naalbindingu przeprowadzone. Zupa grzybowa z 1 grzyba ugotowana. Drewno obladrowe i kostki słomy wyeliminowane. Ogólne rozpasanie i chillout.

Działań wojennych bataliony chłopskie nie powzięły. Głównie z uwagi na brak puszek do otwierania)

To koniec sezonu letniego, w końcu przerwa od wyjazdów. Było wyjątkowo mokro.
Znając życie rozpoczną się prace merytoryczne i pomniejsze projekty praktyczne. Ale Volk nie śpi, sezon u nas trwa cały rok.

Sezon jesień-zima, mode: on.

środa, 21 sierpnia 2013

Schwetzin-Krockow-Karwenbruch-Krockow

Mówią Świecino-to, Świecino-tamto, a my postanowiliśmy nie siedzieć cały czas w obozie, ale też pozwiedzać. To - zdaje się - drugie przedsięwzięcie pod Volkową banderą. Hasło: wyprawa. Sobota 6.23 rano, wymarsz.


Postanowiliśmy przetestować marsz z minimalnym obciążeniem, przetestować jak to jest iść bez koców, hełmów, tarcz i zapasów żarcia. Przetestowaliśmy, choć podłoże nie było pożądane - większość trasy wiodła przez asfalt i jego pobocza. Albo za twardo, albo za mokro - rosa jeszcze nie wyschła.


Trasa Świecino-Krokowa-Szary Dwór-Karwieńskie Błota-Plaża liczy 14-km, błędnie określiliśmy ją po mapie na 12km. Łącznie z powrotem, nie zrealizowanym do końca z uwagi na brak czasu, zrobiliśmy 22km w 6 godzin, uwzględniając ok 30min przerwyt na postój na plaży i kolejne 30min na pozostałe postoje.


Korzystaliśmy też z dróg leśnych, żwirowych, wydm i przeprawialiśmy się przez rowy. Z tak okrojonym sprzętem można oczekiwać przy lepiej przygotowanej kondycyjnie ekipie ponad 40km w ciągu 1 dnia, zakładając brak lub śladową ilość asfaltowych dróg na trasie.


Wnioski na kolejne wyprawy: trochę lepiej opracować szlak. Asfalt jednak trochę za bardzo ściera podeszwy i męczy nogi, o psuciu klimatu nie wspomnę. Nie obeszło się bez zabrania zbędnego sprzętu. Za dużo ubrań, za mało wody. Ale dotarliśmy, trasa w 75% zrealizowana. Gdyby nie fakt, że w południe trzeba było się stawić w obozie, zrobilibyśmy trasę w 100%.


Udział wzięli (od lewej): Kaspian, Lutobor, Numlock, Jaksa.

-Koniec-

niedziela, 4 sierpnia 2013

Пехотные щиты

Сегодня слово о щитах, которыми пользовались пехотные войска в городе и в поле. Модели, технологии, хват, защита края.

Павезы
Происходят из земель Мазовии-Пруссии-Ятвяжи-Литвы и оттуда их самые древние изображения (если понимать павезу как щит с вертикальным желобом посреди). Однако, на первом этапе развития - это щиты, которыми пользовалась знать — подтверждают такое из первые изображения — держат их князя Тройден, Вацлав, Кейстут и Семовит II. Это шиты небольшие по размеру, близкие к трехугольным щитам 2ой половины 14. века. (ок 70-80см). Наблюдается пик их популярности среди пехотных войск начиная с 40гг 15 века. И с этого момента датируется большинство сохраненных экземпляров.

Баклер
Изображений пехоты с баклерами довольно много. Малый, круглый щит, хорош для патрулирования улиц, возможно тоже к безкровавому успокоению особенно активных хулиганов. Щит просто создан для борьбы на городской стене.

Айшильд — овальный щит

В последнее время все чаще наблюдающемся в движухе, и, что более, богато документированным источниками — овальный щит, здесь — в качестве черновика — названный здесь по-немецки Eischild (щит-яйцо). Встречается похожие щиты еще в древности, присутствует среди источников раннего средневековия (Codex PER F 17), однако в эпоху викингов можно считать его интересной подробностью насчет больших, круглых щитов, являющихся нормой в масштабах Европы. Похожее наблюдается также в высокое средневековье, но, начиная с рубежа 13 и 14 вв популярность этого типа щитов растет, особенно среди пехоты, хотя монополией на яйцеобразные щиты пехота не обладала. В качестве доказательства приведем щит Карла фон Трир (1265-1324; щит датируется 1320 годом). Среди изобразительных источников довольно часто встречаются вплоть до конца 15 века. Стоит заметить, что среди изображений пехоты павезы практически не выступают (до гусситских войн), овальные щиты являются самой безопасной и нейтральной моделью щита.

Трехугольный щит
Бывает и такое, что встречается в изобразительных источниках ополченцев, но при этом все же является типично рыцарским щитом. Теоретически — источник для трехугольных щитов — есть, но смотря с практической точки зрения — это щит всадника, который справлялся использован с верху коня. Пехота не стремилась к тому чтобы защищать ноги, если колени может прикрыть щит. Подобные изображения следует читать осторожно: мастер изображал пехоту, которая ежедневно не ходила с большими тяжелыми щитами по улицам города; изобразил такой щит, какой увидел, например на турнире.

Другие: Итальянская павеза, Вроцлавская павеза
Как я только что написал, пехота ежедневно не ходила с большими тяжелыми щитами по улицам города. Как и сегодня — полицейские не патрулируют города с употреблением щитов, которыми они пользуются вовремя беспорядков. Вес мешает во всем. Более вероятно - похожее было использование больших щитов полицейскими в эпохе (конечно, кроме использования в битвах, которого сегодня нет). К таким принадлежат также вроцлавская павеза (отличающаяся от Айшильда лишь нижним краем) а также итальянские павезы, чаще всего четырехугольные, напоминающие древнеримские scuta.

Щиты, чаще всего изготавливали из липы, по причине особенных свойств этого дерева. Уже норвежский закон 13. века инструктирует изготавливать щиты из этой древесины. Липа — удобное дерево для изготовления щитов, потому что трудно ее расщепливать, что важно при ударах в край щита. В качестве примера приведем эксперимент, который я провел некоторое время назад на липовом пне. Надо было вбить топор на ¾ высоты пня чтобы разщепить его на 2 части. Конечно, это зависит от многих факторов, как влага, плотность слоев и др. Суть в том что древесина других сортов щепится намного легче. Мне кажется что не без причины почти все сохраненные щиты на бильдиндексе представлены с подписью Lindenholz (липовое дерево). Тоже не без причины остается проблема укреплений края, которую «по логике» в движухе встречается, зато в оригиналах подтверждения не имеют. Щиты просто изготавливали из подходящего сорта дерева (не из фанеры). Кроме того, техника принятия удара в щит выглядила в средневековье немножко по другому.

Следует заметить также, что щиты-шедевры — дело характерное для 2ой половины 15 века. Некоторые технологии используемые реконструкторами начала 15 века (как это мудро кто-то назвал) «per analogiam к временам пораньше», например надпись готическим шрифтом по краю щита + изображение святого посреди. Как долго я в курсе изобразительных источников — не нашел еще источника для подтверждения подобного. В довольно схематических изображениях чаще всего найти щиты с простым дву-трицветным геральдическим мотивом, либо даже непокрашенные. И этого следует держаться, конечно — не забывая и про сохранившиеся экземпляры.

Слово про ремни. В павезах преобладают центральные ремни в роде буквы Т. На Айшильдах выступают 2 варианта: горизонтальный, на подобу рыцарских треугольных, либо вертикальный, с кистью внизу. Первый вариант подтверждает Вроцлавский щит и щит Карла фон Трир. Второй вариант подтверждает итальянская фреска замка Avio 2 половины 14 века.
Для больших щитов советуется использование добавочного ремня через плечо. Надо также начать тему подкладок для заклепок на ремнях. Большинство известных мне источников указывает либо гвозди, либо заклепки с квадратной подкладкой. Широко распространенный вариант цинкованных подкладок — некорректный.

Историческое крашение щитов — настолько широкая тема, что следует посвятить ей отдельную статью, как и клею, который используется для производства щитов. Прододжение следует.

wtorek, 18 czerwca 2013

Szwy, dawniej i dziś

Z pozdrowieniami dla p. Krzysztofa J. z Polski Dzielnicowej, który pomysł na wpis u mnie zainspirował. Krótko i rzeczowo o ubiorach "maszynowo szytych, ale za to z ręcznym wykończeniem".

W sumie nie wiadomo skąd wziął się mit mówiący o tym, że podobno szwy maszynowe nie różnią się od dobrze zrobionych ręcznych. Doszedłem do jednej z możliwych teorii, ale to bardziej ciekawostka niż sensowne wyjaśnienie. Osobie, która pierwszy raz to powiedziała, mogło chodzić o częstotliwość przeszyć krawędzi materiału. W średniowieczu bowiem samo szycie było zwieńczeniem procesu tworzenia ubioru, ułamkiem czasu poświęconego na jego przygotowanie, którego większość zajęło przędzenie nici i tkanie materiału. Stąd właśnie dokładność i gęstość szwów jakie możemy zaobserwować wśród zachowanych fragmentów ubiorów średniowiecznych. Nie usprawiedliwiam tu (co chyba najłatwiej zauważyć) przeszywek pikowanych co 10-15mm, za to ręcznie, ale opisuję konkretny proceder, który najwyższy czas eliminować.

Istota mitu leży w tym że ktoś opacznie zrozumiał tę frazę, dochodząc do wniosku, że gęstość szwu to jeden z objawów poprawności maszynowych szwów, co spowodowało finalnie ich powszechne zaakceptowanie w środowisku (którego nazwanie rekonstruktorskim byłoby przesadnym uogólnieniem). Co ciekawe, problem dotyczy głównie szeroko pojętej okołogrunwaldszczyzny; nie zaobserwowałem obnoszenia się z "maszynowo szytymi ciuchami, ale za to z ręcznym wykończeniem" w innych okresach średniowiecza. Na pewno nie na taką skalę, jak ma to miejsce w okołogrunwaldzkiej. A problem leży w tym, szanowni czytelnicy, że natura tegoż jest morfologiczna. A mianowicie, szew maszynowy jest dwuniciowy. Spotkali się z tym na pewno ci, którzy pruli już worki wojskowe, ostatnio dość popularne źródło naturalnego koloru lnu w rekonstrukcji. Tak jest, jedna nić, która wchodzi w grubość szytych warstw materiału, i druga, która ją podtrzymuje. Nie ma tego przy ręcznych szwach. Nie dotarłem przynajmniej do znalezisk takich szwów.

Oczywiście pomijam fakt, że większość owych "ukrytych szwów nośnych", popularyzowanych obecnie w polskiej rekonstrukcji, wykonana jest syntetyczną nicią. Ukryty mrok to nie mrok? Czyżby?

Jeśli oczekuje się od ludzi jakkolwiek pojmowanej historyczności, nie można sobie pozwalać na umaszynowienie produkcji historycznego sortu, od strojów począwszy a na uzbrojeniu skończywszy. Są pewne niuanse spowalniające ten proces, choćby możliwości pozyskania wiarygodnych półproduktów i ich odpowiedniej obróbki (jak np. uzyskać hełm z kęsa żelaza dymarskiego, bądź tunikę z ręcznie przędzionej wełny z prymitywnej owcy, hm?); wiemy jednak, że to, czym się zajmujemy, jest dążeniem do ideału, a nie konkretnym stanem. Najgorsze, co można zrobić, to zatrzymać się na konkretnym etapie i spocząć na laurach. Najwyższy czas zacząć odróżniać rekonstruktorów od przebierańców i rekonstrukcje ubioru historycznego od kostiumów teatralnych. Taka prawda.

sobota, 1 czerwca 2013

Podeszwa a podłoże...

...czyli o brukowaniu ulic i co z tego wynika. Swojego czasu zaczęła mnie zastanawiać kwestia podkuwania butów w średniowieczu. Całkiem serio. Wśród przewałkowanych na freha.pl argumentów pro i contra należałoby zająć jakieś stanowisko. Zacznijmy od początku.

Jak powszechnie wiadomo podkuwali buty Rzymianie. Podkuwali nie tylko obuwie wojskowe, znane są także obiekty butów dziecięcych z gwoździowaną podeszwą. Wiadomo jednak także, że między średniowieczem a starożytnym Rzymem ciągłości kulturowej - brak. A widać to bardzo wyraźnie po znaleziskach obuwia. Kilka stuleci zaawansowane technologicznie rzemiosło szewskie Rzymian, od caligae do calcei w północnych prowincjach i nagle od IV-VI w. - jednokrójki, tzw. buty w kształcie worka. Przypomina to trochę odwrotność amerykańskiej archeologii, gdzie długo długo obserwujemy paleolit aż tu nagle wytrysk zamków kołowych i nowożytnego budownictwa kolonizatorów:)

Pojawienie się żelaznych elementów podeszwy uważać należy za konsekwencję pojawienia się brukowanych ulic. W średniowiecznych miastach bruk na ulicach zaczął się pojawiać od XIII w. (pomijając oczywiście starożytne pozostałości dróg rzymskich, które w wielu przypadkach leżą do dziś, choćby Via Appia). Mowa oczywiście o tych ważniejszych miastach. Na ziemie obecnej Polski praktyka brukowania ulic przywędrowała w XIV wieku, a jej upowszechnienia należy dopatrywać się w wieku XV. Oczywiście utwardzanie ulic niekoniecznie musiało awansować z dnia na dzień od klepiska do bruku; znane są przecież praktyki utwardzania nawierzchni drewnem. Trakty przez Żuławy Wiślane z bali drewnianych budowali jeszcze Goci; w wielu osadach i grodach budowano drewniane kładki jeszcze we wczesnym średniowieczu. Podobnych kładek można dopatrywać się w miastach pełnego i późnego średniowiecza. Niekoniecznie miejski krajobraz musiało cechować błoto, syf i gnój jak w westernach.

Najstarsze znaleziska z zachodniej Europy potwierdzające podkuwanie podeszw datuje się od połowy XV w. i nie należą do licznych. Wymienię 2 znaleziska: patynkę skórzaną z Londynu (ok 1440) i podkutą zelówkę z Paderborn oraz 1 przedstawienie - Hans Siebenbürger - Męczeństwo św. Urszuli, ok 1470-80. Potwierdza to fakt, że pojawienie się bruku na ulicach wymagało pewnego czasu adaptacji technologii szewskich do zaistniałej sytuacji.

W ogóle podkuwanie podeszw wymagało określonego przygotowania technologicznego, które to podkuwanie umożliwiło. Wymagało to przede wszystkim warstwowej konstrukcji podeszwy. Doszywanie kolejnych warstw umożliwiło pojawienie się otoka, tj. wąskiego paska skóry wszywanego na styku przyszwy i podeszwy. Początkowo miał on jedynie funkcję uszczelniania szwu i pierwotnie był niemal całkowicie schowany w grubości podeszwy. Z czasem szewcy doszli do wniosku, że rozszerzenie otoka ułatwi łatanie obuwia poprzez naszycie łat zewnętrznych, tj. zelówki i obcasa (sic!). Dopiero później doszywa się całe podeszwy jako kolejne warstwy (najwcześniej od końca XV w.). Najstarsze zabytki z doszytymi łatami zewnętrznymi (zelówka, obcas bądź obydwie razem) datuje się na koniec XIII w., upowszechnienie tej praktyki odbywa się przez wiek XIV. Należy jednak pamiętać że otok w butach nie był elementem obowiązkowym i wiele par butów funkcjonowało bez otoka nawet przez wiek XV. Mowa tu przede wszystkim o obuwiu dworskim, z noskami, które z założenia miały być wąskie i spiczaste, co obecność otoka psuła. Początkowo zelówka i obcas doszywane były w funkcji łat, dopiero z czasem zaczęto przyszywać je profilaktycznie, celem zapobieżenia przetarcia się głównej podeszwy.

Nawiązując do powyższego, można byłoby się dopatrywać znalezisk podkuwanych butów w Italii czy w Bizancjum, gdzie funkcjonowały jakieś pozostałości starożytnej kultury. Jednak kultura materialna tych regionów nie jest zbieżna z kulturą materialną Europy Centralnej. Przenikają się w pewnym stopniu, ale raczej nie w zakresie szewstwa, które wymagało szycia pod wymiar i nie przedstawiało sobą ważnej gałęzi handlu zagranicznego - zajmowano się szewstwem przede wszystkim w wymiarze lokalnym. Niestety nie dysponuję dostateczną bazą źródłową na temat archeologii bizantyjskiej, więc nie jestem w stanie przytoczyć dokumentacji dla potwierdzenia powyższego. Można jednak domyślać się pewnych odstępstw od ogólnoeuropejskich standardów wśród obuwia bizantyjczyków.

Pojawienie się bruku w miastach wpłynęło niewątpliwie na konstrukcję butów mieszczan. Czy jednak należy rozszerzać znaleziska miejskie do całości społeczeństwa? Chciałbym tu zwrócić uwagę na fakt, że lwia część prac wykopaliskowych odbywa się w miastach, co uwarunkowane jest opłacalnością prowadzonych badań - w miastach łatwiej coś znaleźć. Bardzo ciekawą perspektywę badawczą otwiera nam prowincja. Wśród mieszkańców wsi można dopatrywać się wolniejszej adaptacji pewnych technologii, zarówno łatania jak i podkuwania obuwia. Nie znaczy to oczywiście że na wsiach do XV wieku stosowano wolińskiego typu jednokrójki, nie można popadać w skrajności.

Tak więc patent podkuwania podeszw u rekonstruktorów można odłożyć między ciekawostki. Dokumentacja źródłowa jest zbyt uboga, żeby poważnie traktować temat podkuwania butów. Z pewnością źródła te toną w morzu znalezisk butów bez metalowych elementów podeszwy, których ponownego (po starożytnym Rzymie) szerszego użycia można dopatrywać się dopiero w czasach nowożytnych.