czwartek, 31 stycznia 2013

Tunika z Moselund, tzw. cote

Było o tunice z Bocksten, było o H43, dziś słowo o tunice z Moselund. Omówienie wcześniej datowanego znaleziska dedykuję projektowi Polska Dzielnicowa 1196-1235.

Wg najnowszych ekspertyz tunika datowana jest na ok 1100 rok. W tylnim i przednim klinie zaopatrzona jest w rozcięcia. Długo zastanawiałem się czy przy tej długości nie była to suknia damska, dla dość niskiej (nawet jak na średniowieczne standardy) kobiety. Wykluczyło ten pomysł rozcięcie z przodu i z tyłu, które - wg wszelkich przekonań - w tym okresie w odzieży damskiej - nie występuje. Mało tego. W ikonografii epoki, zwłaszcza wśród nieco późniejszych przedstawień (legendarna Biblia Maciejowskiego) możemy zaobserwować, że długie tuniki są powszechne wśród mężczyzn. I de facto do końca średniowiecza się to nie zmienia, bowiem w różnych późniejszych wariacjach długa "suknia męska" do końca średniowiecza przetrwała. Widzimy podobne także na pieczęci leszka białego, w Codex Manesse, w Kodeksie Hornigowskim z połowy XVw, w Mendel Hausbuch (od 1425), w Tacuinum sanitatis (pocz. XVw), itd. Nie przejawia to w żadnym razie objawów zniewieściałości czy transwestytyzmu. Zaś komentarze w stylu "ładna kiecka" można zbesztać jako przejawy swojego rodzaju prymitywizmu lat 90tych w rekonstrukcji.

Kilka słów o historii zabytku. Ciało znaleziono w 1884r. W 1938 przeprowadzono nowe badania, które dowiodły że fragmenty tworzyły całość, tunikę, która została zrekonstruowana. Jest zadziwiająco dobrze zachowana, wygląda na to że była dość nowa kiedy wylądowała w bagnie. Jest uszyta z solidnie wytkanej wełny o splocie diagonalnym 2/1. Dość wyjątkowy jest krój okolic barków. Przednia część jest mocno podkrojona, zaś tylnią poszerzają kliny zachodzące powyżej pach. Z kolei szwy na barkach "skręcają" od środka na karku do przodu obojczyka z uwagi na podkrojenie przedniej części pod dużym kątem. Konstrukcja ta daje wrażenie palta. Tunika ma długość 124cm. Obwód na dole wynosi 248cm, zaś długość rękawa - 53cm. Miejsce znalezienia, Moselund, leży w południowej Danii.

Próba wykonania repliki omawianej tuniki dała mi bagaż doświadczeń dotyczących szycia. Konstrukcja klinów frontalnych jest dość specyficzna. Zębate wstawki mają na celu pionowe pofałdowanie klina. Szwy łączące zębate wstawki należy obrobić płotkiem bądź okrętką, nie sugeruję rozpłaszczać, w przeciwieństwie do pozostałych szwów. Miejsca osadzenia klinów nie powinny raczej tworzyć odstającej na wierzch naszytej przestrzeni. Rozcięcia w klinach powinny być osadzone dość nisko, powyżej kolana, gdzieś na wysokości połowy uda.

Przedstawienia tunik z rozcięciami, choć nieco krótszych, możemy odnaleźć na ołtarzu Klarysek z Wrocławia, datowanym na okolice roku 1370. W tej formie powszechne były jeszcze w 1.połowie XIV w, także wśród przedstawicieli wyższych warstw społecznych, ma się rozumieć - w wariancie zdobionym. Podobne tuniki - choć, zdawałoby się, przeszkadzają w wykonywaniu codziennych prac, występują w źródłach także wśród chłopów. Poły przedniego rozcięcia były podwijano i przetykano za pas.

niedziela, 20 stycznia 2013

Jak pozbyć się snopków w obozie?

Na imprezach poza Polską nie ma powszechnej jak u nas tendencji do udostępniania słomy w kostkach rekonstruktorom. Nie wiadomo w sumie skąd się to wzięło w Polsce, wiadomo jednak że nie jest to dobre rozwiązanie. Tworzenie samym sobie stajni w obozie nie dość że zwiększa ryzyko zagrożenia pożarowego, wygląda paskudnie i odbiega od historycznej rzeczywistości. Najgorzej, że objawia się to na wierzchu, tzn w postaci "snopków do siedzenia przy ognisku". Rekonstruktorzy nie chcą inwestować w meble, bo znają to co powszechnie widzą na imprezach - 1 lub 2 modele stołków plus stoły.

Średnio poprawnym rozwiązaniem jest zbijanie na imprezach mebli z oflisów/obladrów (czy jak to inaczej ludzie nazywają - sosnowego śmiecia). Logistycznie to najwygodniejsze rozwiązanie, ale wymaga nakładów pieniężnych co imprezę. Ludzie chcą mieć coś stricte opartego na średniowiecznych wzorcach, a to, co oferują kramy najczęściej musi zachęcająco wyglądać (krzesła nożycowe) a to pociąga za sobą koszty. Mało kto celuje w rozwiązania najprostsze, za to poparte źródłowo. Takim rozwiązaniem są... taborety. Masę przedstawień podobnego umeblowania dostarcza powszechnie znany kodeks Mendel Hausbuch. Poza taboretami można znaleźć tam wiele ław.


Taboret, jaki jest - każdy widzi. Blat ma zazwyczaj 3 formy: koło, kwadrat bądź prostokąt. Do tego w komplecie dochodzą 3 lub 4 nogi mocowane pod kątem, zapewne z możliwością demontażu. Te używane w gospodarstwie domowym najprawdopodobniej miały nogi zamocowane na stałe, na wyprawy wojenne zabierane raczej nie były - dodatkowy zbędny ciężar. W związku z tym, w obozie wojskowym, w zasadzie miejsca na nie być nie powinno. W przypadku imprez można sobie pozwolić na demontaż nóg, choćby przez wzgląd na miejsce w samochodzie. Mebel zajmuje niewiele miejsca, kosztuje grosze a jest kapitalnym rozwiązaniem na likwidację krajobrazu obozu średniowiecznego z elementami produktów ubocznych współczesnego rolnictwa. Zawsze to lepsze rozwiązanie jak kostki słomy.

Zamówienie takiego taboretu w najtańszej wersji dla ludzi bez smykałki do rękodzielnictwa najlepiej zrobić u stolarza hurtem, dla całej drużyny. Wówczas cena za sztukę nie powinna przekroczyć 30zł. Zdaje się - w podobnej cenie były dostępne na którymś z kramów podczas Dni Grunwaldu 2010. Dla bardziej ambitnych pozostaje ręczne struganie dechy i kołków.

Co się zaś tyczy zaopatrzenia obozu w słomę. Słoma jest tania więc często jest jej za dużo (nie zawsze). Najprostszym rozwiązaniem jest zrobić przydział 1 kostka słomy na 1 namiot. I tak nie wszyscy wrzucają słomę do namiotu więc automatycznie właściciele większych namiotów będą mogli sobie pozwolić na wrzucenie 2-3 kostek słomy.
Ja osobiście jestem zdania że nie powinno jej być w ogóle. Psuje klimat, powoduje zagrożenie pożarowe i śmierdzi.

sobota, 5 stycznia 2013

Sekator bojowy

Nie spotkałem się z polską nazwą na ten przedmiot, dlatego ciężko było dobrać tytuł. Mowa oczywiście o średniowiecznym odpowiedniku sekatora, tj. powszechnie używanego narzędzia ogrodniczego - które z powodzeniem z dnia na dzień można było dostosować do użycia bojowego. "W cywilu" służył do przycinania gałązek, większe egzemplarze - także jako maczety.

Miał formę wygiętego w dół noża. Długość ostrza zwykle wahała się między 15 a 40cm. Obsadzany najczęściej trzpieniowo (jak nóż) i tulejowo (jak włócznia), choć znalazłem też przypadki okładzinowej rękojeści. Oczywiście tulejowe najprościej i najwygodniej osadzić na drzewcu.

Jako narzędzie używany jest powszechnie od starożytności po dzień dzisiejszy. Pierwsze udokumentowane użycie bojowe datowane jest na wczesne średniowiecze. Na wyspach brytyjskich używany był bojowo jeszcze w końcu XVIIIw (rewolucja irlandzka 1798r). Wiązać należy bille z wszelkiego rodzaju rebeliami, buntami chłopskimi, choć nie można tu mówić o zasadzie. To jeden z tych przypadków broni, o których można powiedzieć "brali, co było pod ręką".

Zauważyłem tendencję że miejsca występowania często wiążą się z miejscami uprawy winnej latorośli. Najwięcej przedstawień ze średniowiecza pochodzi z Francji i Włoch, Południowych Niemiec, Bizancjum. Nie dziwi jednak występowanie billów na wyspach brytyjskich czy w Czechach, tym bardziej że w ikonografii widać bille używane do przycinania drzew, których nie sposób interpretować jako winną latorośl.

Bille jako broń są blisko spokrewnione z gizarmami. Wiele egzemplarzy trudno odróżnić i sklasyfikować. Etymologia jest ta sama - narzędzie rolnicze do przycinania drzewek. Kształt krawędzi tnącej ma nawet cechy sierpa. Zauważyłem, że która je rozróżnia to brak wyodrębnionego sztychu w billach, który w gizarmach występuje chyba zawsze. Oczywiście jest to łatwe do obalenia, jeśli znajdzie ktoś broń która będzie miała więcej cech billa, a jednak będzie zaopatrzona w sztych. Bo w sumie dlaczego by nie? Ja jednak takich egzemplarzy nie dopatrzyłem się.

Tak, jestem w stanie sobie wyobrazić zastosowanie billa w praktyce, w wersji bojowej, pod warunkiem dobrania jego najprostszej formy, bez wąsów, kolców, sztychu i - jasna sprawa - w wariancie stępionym. Zarówno w wersji jednoręcznej (lepszy zamiennik dla piemonckich tasaków do rąbania buraków) jak i drzewcowej.

Inne nazwy: Hippe, Gertel, Rebmesser, pruning hook, billhook, roncola, kladeuterion, сучкоруб.

Znalazłem też stronę pasjonatów tego narzędzia, jest trochę źródeł ze średniowiecza. Zajrzeć poniekąd warto.

czwartek, 20 grudnia 2012

Проект Фольк - содержание русскоязычным читателям

Добро пожаловать на сайте.
Как много интересных идей я беру от реконструкторов из восточной Европы, я решил представить наши догмы, наше видение исторической реконструкции русскоязычным читателям.

Проект Фольк (от немецкого das Volk - народ) - это независимое движение в области ливинг хистори в масштабе территории Польши. Проект посвящен реконструкторам обычных граждан центральной Европы периода средних веков. Проект соединяет людей которым надоели уже рыцари, князи и принцессы и хотят чего-то нормального, без всякого пафоса и яркоцветной одежды. К сожалению социальные элиты образуют большинство польского реконструкционного мира. Наша задача - сделать их меньшеством, так чтобы элиты были действительно элитами, а фольк - народом. Проект утверждает, что нужда реконструировать народ - важнее. Мы считаем что качество реконструкции важнее чем реконструимая личность. Например, лучше качественно реконструировать пехотинца или даже невооруженного гражданина, чем плохо - рыцаря за точно такие же деньги. Мы предлагаем мероприятия на некоммерческой основе, как правило - без участия туристов. Мы продвигаем реконструкцию для реконструкции.

Предмет этого блога не является содержанием форумов; мы стараемся начинать новые темы, часто еще дискусионные или даже не исследованы. Нашей целью не является совершать революцию в довольно очевидном, ясном порядке реконструкционного мира, что читатели могут путать с немножко революционной окраской нашего видения реконструкции.

Мы стараемся ввести у реконструкторов сознание статистикческой реконструкции. Это значит учитывать статистические данные среди источников, образовать картину количества всех сословий средневекового общества. Одна их нащих целей - создать кадры штатных пехотинцев, без склонностей "рыцарить". Не все могут разрешить себе заказать весь комплект прилично сделанного доспеха, образуя тем сотни псевдорыцарей в несовсем эстетически сделанном доспехе. Многие из них в ЛХ видят только возможность легально и болеменее безопасно бороться. Мы не отрицаем контактной борьбы, но приоритетом для нас является реконструкция материальной культуры реконструимой эпохи.

Мы учитываем минимализм в области инвентаря - главное не то, что являлось доступным или возможным, но практичным и очевидным. Не то главное, что по писменным источникам один крестьянин обладал шелковой коттой - значит все так носились. Главное что шерстяные являются среди источников большинством и на этом мы должны основать все в области нашего инвентаря, одежды и вооружения.

С июля 2012 г мы работаем в качестве общества, организации. Объединяем реконструкторов из територии Польши, прежде всего занимающихся центральной Европой, от Рейна к Днепру, от Эстонии и южной Скандинавии к Альпам и Карпатам.

Мы с удовольствием завершим сотрудничество с группировками подобных интересов на Востоке.

piątek, 30 listopada 2012

Ogłoszenie parafialne №1

Pojawiły się ostatnio słuchy i plotki, zatem aby rozjaśnić jak sprawy wyglądają, oficjalnie pragniemy obwieścić że Projekt przybrał formę organizacji. Zrzeszamy rekonstruktorów z całego kraju.


M  A  N  I  F  E  S  T

Na mocy Art. 58 konstytucji RP gwarantującego wolność zrzeszania się obwieszczamy, że z dniem 30 XI 2012 Projekt Volk, decyzją zarządu z dn. 15 VII 2012 przekształcił się w organizację rekonstrukcji historycznej, i funkcjonuje z dniem dzisiejszym jako zrzeszenie.

Organizacja powstała z powodu pomijania rekonstrukcji postaci niezamożnych i zbyt częstego wybierania rekonstrukcji elit społecznych mimo braku podstaw materialnych do takiej rekonstrukcji. Społeczeństwo średniowieczne nie składało się z rycerzy i księżniczek. Powstała ogromna luka którą wypełniają nieliczni. Projekt Volk stawia sobie za cel tę lukę wypełnić.

Ogłasza się również, że rekrutacja do Projektu została otwarta. Nie ograniczamy się czasowo do rekonstruktorów konkretnej epoki (XIV w), zapraszamy również rekonstruktorów 1. poł. XV w., pełnego i wczesnego średniowiecza. W myśl hasła "Als Adam grub und Eva span, wo war denn da der Edelmann?" warunkiem jest rekonstrukcja przeciętnych obywateli średniowiecznego społeczeństwa, bez inklinacji do rekonstrukcji postaci zamożnych. Zależy nam przede wszystkim na osobach doświadczonych, które wiedzą dlaczego nie rekonstruują spieszonych rycerzy i mają utarty kierunek rozwoju w obrębie społeczności rekonstruktorskiej. Tym nie mniej nie zamykamy się na osoby zupełnie nowe.

Po krótce o założeniach:

* Zajmujemy się rekonstrukcją przeciętnych przedstawicieli społeczeństwa średniowiecznego. Elity zawsze stanowiły niewielki odsetek społeczeństwa, my odtwarzamy normalnych ludzi.

* Stawiamy na historyczność i autentyczność w tym co robimy, nie akceptujemy ustępstw wobec historycznej poprawności. Maszynowo szyte ciuszki, nawet jeśli są ładne, nie mogą równać się z ręcznie szytymi. Ponadto cenimy własny wkład pracy zamiast kupowania wszystkiego w postaci gotowej.

* Zrzeszamy rekonstruktorów z całej Polski, zarówno tych z kilkuletnim stażem jak i zupełnie świeżych.

* Projekt ma charakter ponadbractwowy; nie ma konieczności opuszczania dotychczasowego lokalnego bractwa/drużyny/stowarzyszenia (chyba że tak stanowi jego statut). Zapraszamy także osoby indywidualne, niezrzeszone w żadnych bractwach.

* Główny nacisk stawiamy na rekonstrukcję kultury materialnej, a nie walki, zatem wszelkie treningi pozostawiamy w gestii rekruta, także ze względu na ogólnopolski zasięg terytorialny Projektu. Jednak na płaszczyźnie walki stawiamy na walkę kontaktową a nie smarowanie się tyczką o tyczkę. Hełmy i halabardy nie służą do kolekcjonowania tylko do walki. 

zgłoszenia i pytania kierować na mail: projektvolk@gmail.com

z nierycerskim pozdrowieniem,
Ojciec Założyciel.

środa, 24 października 2012

Zwiad, 19-21 X 2012

Sprawozdanie z imprezy. Jak było powiedziane na początku, Projekt stawia na imprezy niekomercyjne, z wysokim poziomem poprawności historycznej. Minioną wyprawę można z powodzeniem okrzyknąć pierwszą imprezą pod banderą PV.

Zjechaliśmy się do Owidza w piątek wieczorem, 19 X 2012. Nocowaliśmy na grodzie, wyruszyliśmy w sobotę 20 X z grodu Owidz. W założeniu mieliśmy zrobić trasę łącznie 33km, z czego w sobotę zrobiliśmy 18km, w niedzielę zaś - 15. Wyprawa w składzie Ja, Kaspian, Mateusz, Tybald.

Mapkę naszkicowałem w oparciu o zdjęcie satelitarne, ale nie wyszła zbyt dokładnie co też było zamierzone i w efekcie na szlaku czasami przychodziło nam kluczyć. W epoce nie mieli google maps, ale o coś trasę oprzeć wypadało... Szliśmy głównie polnymi i leśnymi drogami, czasami przez pola i łąki, fragmentami na przełaj przez las; niestety asfaltu uniknąć się nie dało.

Jako prowiant zastosowaliśmy suszoną kiełbasę, jajka na twardo, chleb żytni i razowy, sery wędzone, żurawinę suszoną, wodę z winem.

Nocleg w terenie nastręczył nam nieco problemów związanych z obecnością dzików. W niedzielę rano ślady dzików w ziemi widać było już jakieś 40m od obozu. Warty wyznaczyliśmy na całą noc ok 12h, niewiele spaliśmy. W niedzielę widoczność dalszych obiektów utrudniała mgła i duża wilgotność powietrza, która podczas przemarszu na przełaj przez las w godzinach przedpołudniowych powodowała coś w rodzaju deszczu, a także mokre buty (mimo impregnowania) przez pozostałe 2/3 niedzieli. Problemem u świeżych było też zorganizowanie tobołka, różne dziwne patenty często zawodziły i wymagały poprawiania "w praniu".

Z własnych doświadczeń: wypróbowałem gliniany grapen w warunkach wyprawowych - nie ma problemów z transportem, nie zbił się, a wodę zagotować się dało. Mógłby być mniejszy jak 1 litr. Używałem też ceramicznej manierki, kapitalnie trzyma niską temperaturę wody przy czym nie ciąży aż tak jak się spodziewałem. Grunt to dobry montaż.

Przemarsz oczywiście w pewnym stopniu zmilitaryzowany, choć nie stawialiśmy szczególnie na opancerzanie się. Ja zabrałem pawężkę, włócznię i kord, Tybald - toporek i włócznię, Mateusz - glewię, kord i puklerz, Kaspian - kord i puklerz. Poza tym oczywiście nóż u każdego. Prawie wszystkie egzemplarze kute.

Na koniec kompletna fotorelacja z wyprawy. Enjoy.

piątek, 12 października 2012

Rekonstrukcja lokalna a multikulti

Od momentu rozpowszechnienia Internetu, czyli w zasadzie od początku funkcjonowania rekonstrukcji historycznej w Polsce, przez łatwą dostępność do źródeł obcych pojawia się coraz większe zainteresowanie rekonstrukcją orientu. Dochodzi nawet do pojawiania się rekonstruktorów dalekiego wschodu. Często motywowane jest to niedostatkiem źródeł w naszym spektrum geograficznym. Zaczęło się od zatrzęsienia Rusów w najstarszych czasach które pamiętam jako rekonstruktor. Rozszerzyło się o próby rekonstrukcji Szkotów i Piktów, zapewne po kolejnym obejrzeniu filmu "Braveheart". Dziś zauważa się rekonstruktorów samurajów. Miałoby to jeszcze sens gdyby brać pod uwagę bliskie kontakty międzykulturowe; takie, których przedstawiciele mogli się rzeczywiście spotkać w epoce. Jednak kiedy dochodzi do obecności saracenów albo samurajów na wybrzeżu Bałtyku (chyba że zakłada to scenariusz imprezy) to coś tu jest nie tak...

Rekonstrukcja postaci spoza zamieszkiwanego terytorium to nie tylko problem tworzenia multikulti jakiego nigdy nie było. To także problem rzetelności. Poszukiwanie profesjonalnych materiałów do rekonstrukcji to nie tylko google.com, ale także biblioteki. Z kolei ten faktor tworzy kolejny problem - znajomość języka obcego. Np. odtwarzając Chazara z VIII w. wypadałoby dobrze znać rosyjski z rozszerzonym słownictwem nt. archeologii, bowiem większość materiałów źródłowych jest właśnie w tym języku. Rekonstruując Szweda z XII wieku wypadałoby mówić po szwedzku na przyzwoitym poziomie, z wymienionego wyżej powodu. Oczywiście nie rzecz w tym żeby na imprezach jako postać-mieszkaniec Rusi Kijowskiej mówić po starorusku, tak jak i średniowieczny polski rymcerz - załączać nawijkę sienkiewiczowską staropolszczyzną. Nawijkę staropolem zaobserwowałem głównie u tych, którzy próbują nadrobić tym swój sprzęt na żenującym poziomie. Próby rekonstrukcji języka z epoki to ciekawe przedsięwzięcie dla filologów specjalizujących się w językach wymarłych. Wymaga jednak dobrego przygotowania gramatycznego i leksykalnego. Bez tego wychodzi z tego parodia.

Fakty w epoce wyglądały tak. Cudzoziemcy brali udział w bitwach (np. Grunwald, Worskla, Visby, Legnica), w postaci najemników lub stron walczących, byli kupcami - w miejscach intensywnego obrotu handlowego (przy czym kupcy to ludzie bogaci), w postaci mniejszości osiedlonych na stałe w miastach (ludność żydowska), studenci (Akademia Krakowska od 1364), pielgrzymi (choć sanktuariów nie zliczyłem wiele). Tak więc obecność "orientalnych" podczas imprez rekonstruktorskich jest uzasadniona w wyżej wymienionych sytuacjach. Podobnie jak obecność kobiet-rycerzy - tylko wówczas, jeśli mamy udokumentowany konkretny przypadek (np. Joanna d'Arc). Poza tym - zjawisko zbyt upowszechnione. Podobnie jak kapaliny typu "kredka", przyłbice, miecze hanwei czy "syndrom Visby" u rycerzy.

Kilka słów na temat okrajania zjawiska lokalności. Osobiście przejechałem się na tym w rekonstrukcji wczesnego średniowiecza ograniczając się terytorialnie do Mazowsza. Niemal niemożliwe jest oparcie swojej rekonstrukcji na jednym mieście, gródku czy wsi. Jeśli nawet mamy komplet z Plemiąt: płaty, hełm, kusze, ceramikę - butów stwierdzam brak. Podobnie jak znalezisk tekstyliów. Można określić centrum skupienia uwagi, np. na miasto Szczecin i wśród znalezisk poszczególnych kategorii (np. buty, noże, ceramika, odzież, broń) wybierać te zlokalizowane najbliżej. Tylko wówczas z pełną odpowiedzialnością można powiedzieć "jestem rekonstruktorem pomorskiego draba z połowy XIV wieku". Można oczywiście dojść do wniosku przeglądając opracowania że np. znaleziska noży z Londynu i Norymbergi, czy kształt podeszw butów z Utrechtu i Sztokholmu za bardzo się nie różnią. Owszem, pewne czynniki dla szerszego terytorium są wspólne. Co nie znaczy jednak że to usprawiedliwia wszystko. Zawsze to większa autentyczność mieć w pełni lokalny komplet sprzętu.

Warto jeszcze poruszyć rozmiar wspomnianego spektrum. Nie da się określić jednoznacznie jego rozmiaru. W dużej mierze warunkuje je ilość źródeł dostępnych tamże. Może to być Marchia Brandenburska, może to być miasto/gród - Nowogród Wielki, może to być też całe państwo - jak Państwo Zakonu Krzyżackiego. Sensu natomiast nie ma ograniczanie swojej rekonstrukcji według współczesnych granic politycznych. Żeby nie szukać przykładu daleko - Polska w momencie śmierci Kazimierza Wielkiego (1370). Jako odrębne podmioty polityczne należy odkroić od III RP Państwo Zakonne, księstwa Pomorskie i Śląskie, Nową Marchię i Mazowsze, dodać zaś Ruś Halicką. Grają tu dużą rolę kwestie wpływów politycznych i kulturowych. Analizując znaleziska z terenów dzisiejszej RP należy wziąć pod uwagę rzecz bardzo ważną. Czy dane miejsce wchodziło wówczas w zakres granic państwa polskiego? Biorąc zaś pod uwagę szersze spektrum które powinno nas interesować, tj. spektrum kontaktów kulturowych - będzie to Europa Centralna. Mniej więcej od Renu po Dniepr, od Inflant i południowej Skandynawii po Karpaty i Alpy.

Oczywiście nikt nie może zabronić rekonstruować innym samurajów, fińskiej konnicy czy berberyjskiego króla. Pozostaje mieć nadzieję że ogólny obraz etnicznej struktury rekonstruowanych postaci nie będzie bardziej przemieszany niż ma to miejsce w obecnej RP w XXI wieku. Poza tym sądzę, iż rekonstrukcja powinna być lokalna*.
__________________________________________
*parafraza słów Katona "Ceterum censeo Carthaginem delendam esse" (Poza tym sądzę, że Kartaginę należy zniszczyć).